Jak zazwyczaj wstała wcześniej od niego. Nie miała w zwyczaju sypiać do południa, zawsze była porannym ptaszkiem. Spoglądając na śpiącego Zayn'a pokręciła głową i cicho skierowała się do kuchni. Nastawiła ekspres i czmychnęła do łazienki. Wykonała poranną toaletę, jednak cały czas była w piżamie. Z kubkiem gorącej czarnej usadowiła się na kanapie przed telewizorem i skakała po kanałach szukając czegoś, co chociaż trochę przypadnie jej do gustu. W końcu przystała na dennym programie muzycznym. Była 9 rano, postanowiła wziąć się za jakieś porządki. Zawiązując włosy w wysokiego, luźnego koka rozpoczęła od ścierania kurzy. Poszło jej to wyjątkowo szybko, może ze względu na to, że dom był nowy. Następnie wywietrzyła salon i kuchnię, pomyła blaty i właśnie miała brać się za odkurzanie, gdy w salonie pojawił się zaspany Malik. Spojrzał na nią piorunująco:
- Dzień dobry - krzyknęła rozpromieniona nie odrywając się od swojego zajęcia. Włączyła odkurzacz:
- Od rana musisz tak hałasować? - zapytał z wyrzutem ziewając przy tym. Roześmiała się i nie przerywając odkurzania wskazała przyjacielowi na kawę stojącą na stoliku. Spojrzał na nią jak na zbawcę i rzucił się na rozbudzający napój. Zanim zdążył się rozbudzić dziewczyna skończyła wszystkie zaplanowane przez siebie czynności i teraz wylegiwali się oboje na kanapie oglądając jakąś w ogóle nie interesującą ich komedię.
- Zayn? - szepnęła cicho. Momentalnie Zayn przeniósł swój wzrok na czerwonowłosą. Uśmiechnęła się do niego nieśmiało - dziękuje - mruknęła, a uśmiech nie schodził jej z twarzy.
- Przecież nie masz za co, dobrze wiesz, że zawsze będę robił tak, abyś miała jak najlepiej - odparł. Przez chwilę milczeli, co stało się dość krępujące, jak nigdy.
- Zayn. Chciałabym ci się jakoś za to wszystko odpłacić. Tyle dla mnie robisz, a ja nie potrafię ci tego zwrócić - powiedziała nagle. Spojrzał na nią unosząc jedną brew:
- Nie żartuj sobie ze mnie, odpłacasz mi tym, że czujesz się bezpiecznie i nie jesteś przygnębiona - jego czekoladowe tęczówki przepełniały ją przyjemnymi dreszczami.
A może to wtedy zrozumiała, że na prawdę coś do niego czuje?
- Tak, tak. Jednak zdajesz sobie sprawę, że mi jest głupio - mruknęła speszona jego spojrzeniem. Zauważył to i przysunął się bliżej.
- Czego ty się wstydzisz? - wyszeptał. Nie odpowiedziała mu, tkwiła ze wzrokiem wbitym w swoje ręce zagryzając przy tym dolną wargę. Uniósł delikatnie jej podbródek i zmusił tym samym do spojrzenia w oczy. Zatopiła się w jego wzroku bezgranicznie. Siedzieli tak w milczeniu wpatrując się w swoje oczy. Nie było słychać nic, poza ich oddechami i durnymi dialogami z telewizora. Zbliżyli swoje twarze ku sobie i byli już bliscy pocałunku, gdy Jade po prostu odwróciła twarz i zamiast tego Zayn cmoknął ją w polik. Odsunęli się od siebie i skupili się na filmie. O ile skupieniem można było to nazwać. Raczej po prostu woleli udawać, że nic to dla nich nie znaczyło. Chociaż znaczyło. Byli sobie tak bliscy, że tak na prawdę ciężko było określić, co ich tak na prawdę łączy. Często byli kojarzeni jako para, jednak zawsze kwitowali to śmiechem. Zayn ciężko sapnął i wstał. Poszedł do sypialni. Złapał jeszcze telefon ze słuchawkami i oddał się kompletnej refleksji. Leżał z rękami założonymi za głowę i zastanawiał się, co tak na prawdę oczekuje od Jade. Jedna piosenka, druga, kolejna. Zasnął, jednak niedługo się zbudził. Piosenki leciały jedna za drugą, ale jemu najwyraźniej to odpowiadało. Od jakiegoś czasu dużo się pozmieniało. Od wyprowadzki, niepewność uczuć względem przyjaciółki, a na dodatek jutro miał kończyć szkołę. Zerwał się. Kompletnie zapomniał o tym, że jutro jest ostatni dzień, że jutro już będzie ostateczny koniec.
- JADE!! - krzyknął i pobiegł do salonu. Dziewczyna nadal siedziała na kanapie.
- Tak?
- Wiesz, jaki jutro dzień?
- Ponie... Zayn! TO JUTRO ! - krzyknęła i podbiegła do niego rzucając mu się na szyje. Odliczali wspólnie dni do zakończenia szkoły, snując przy tym różne plany na wakacje, na dalszą przyszłość. Przez ostatnie wydarzenia kompletnie o tym zapomnieli.
- Zdajesz sobie sprawę. Jutro już kompletnie staniemy się dorośli, stare dupy - zaczął zabawnym tonem co Jade skwitowała śmiechem.
- Tak niedawno zaczynaliśmy a już jesteśmy na mecie - mruknęła z uśmiechem.
Kolejnego dnia wstali wcześnie, a dokładniej Zayn wstał wcześnie, ponieważ dla Jade normą była pobudka o 7 rano.
- Którą koszulę do garnituru? - krzyknął z łazienki i już po chwili wyszedł z niej z garniturem na wieszaku. Zaprezentował go Jade, która właśnie męczyła się z zamkiem od sukienki. Złapała ją aby nie zjechała i spojrzała na Zayn'a.
- Białą w te delikatne prążki - uśmiechnęła się, a on odpowiedział tym samym.
- Uhm, Zayn - zaczęła kiedy zobaczyła, że kieruje się w kierunku garderoby.
- Oh, odwróć się i weź te kłaki - zaśmiał się i podszedł do niej, by zapiąć jej sukienkę.
- Dzięki - mruknęła i skierowała się do łazienki by poprawić włosy. Kiedy już skończyła pojawił się Zayn.
- Nie stawiaj włosów, chodź tu - zaprotestowała, gdy zauważyła, że sięgnął po przybory do modelowania włosów. Wyrwała mu z rąk żel i maczając w nim palce "szargała" jego włosy. W efekcie powstał artystyczny nieład, który w połączeniu z ubiorem i jego kilkudniową szczeciną sprawiał, że Zayn wyglądał wyjątkowo dojrzale i męsko. Uśmiechnął się do swojego odbicia w lustrze i po raz ostatni skraplając się swoimi ulubionymi perfumami od Kleina wyszedł gasząc światło w łazience. Ich przygotowania trwały wyjątkowo długo, ale na szczęście zdążyli wyjść na czas.
- Ja cię na prawdę podziwiam. Jak ty w tym możesz chodzić? - wskazał na czarne czółenka dziewczyny. Ta złapała go pod rękę i uśmiechnęła się cwaniacko:
- Ty tego nie zrozumiesz, ponieważ kobiety zrobią wszystko, by dobrze wyglądać - odparła dość poważnym tonem. Ten parsknął śmiechem.
- Dobrze, przypomnij mi to następnym razem, gdy będziesz mnie pospieszać - zaśmiał się. Pod szkołę doszli dość szybko. Od razu przywitali się ze znajomymi i rozeszli się do swoich grupek.
- Słyszałam, że zamieszkałaś z nim - Ronnie zagryzła dolną wargę. Czerwonowłosa uśmiechnęła się do niej potakując. Wiedziała, że jej przyjaciółka potajemnie podkochuje się w Maliku, tym samym znając opinię samego obiektu westchnień na temat Ronnie i z radością przyznawała, że nie była ona dość pozytywna.
- Uhm, no tak. - mruknęła. Nie miała najmniejszej ochoty tłumaczyć się przyjaciółce. Ustawili się wkładając na głowy birety. Dyrektorka zaczęła swój monolog, kończąc go słowami:
- A teraz przełóżmy chwosty na drugą stronę - i w tymże momencie wszyscy oficjalnie stali się absolwentami. Birety poszybowały w górę, a uczniowie żegnali się zalani łzami życząc sobie wszystkiego, co najlepsze. Czerwonowłosa właśnie rozmawiała z Ronnie, gdy obok niej pojawił się Zayn. Uśmiechnęła się do niego i poprawiła mu kołnierzyk koszuli co wyraźnie rozwścieczyło Ronnie, jednak nie dbała o to.
- I jak tak dziewczyny? Jakieś plany? - zgadał.
- No wiesz, live free and wild - uśmiechnęła się Ron.
- Czyli studia. Rozumiem - zaśmiał się, a ta odebrała to jako drwinę.
- Ja już będę się zmywać. Trzymajcie się - syknęła i odeszła. Zayn jeszcze się śmiał, na co Jade pokręciła głową. Mimo, że jej szkolna przyjaciółka może rzeczywiście nie należała do tych najlepszych i sama też nie we wszystkich względach przepadała za nią uznała za niestosowne ze strony Zayn'a takie żarty, choćby dlatego, że Ronnie po prostu się na nich nie znała. Jednak teraz nie dbała o to tak mocno, skoro ich drogi i tak się rozeszły. Ona poszła w swoją stronę a Jade w swoją. Wracali do domu, jednak Jade wpadła na pomysł zahaczenia o kawiarnię. Usiedli zamawiając po kawie i kremówce.
- I po wszystkim, nie do wiary - mruknęła podpierając brodę o splecione dłonie.
- No nie? Ale show must go on - uśmiechnął się do niej, a ona odpowiedziała tym samym. Zaczęli się nachylać ku sobie i w tym momencie usłyszeli chrząknięcie.
- Wasze zamówienie. Smacznego - powiedział chłopak w kręconych włosach i odszedł posyłając jeszcze uśmiech w kierunku Jade. Odpowiedziała mu tym samym i sięgnęła po filiżankę:
- No a to co niby miało być? - zapytał mrużąc oczy. Ta spiła piankę z kawy i spojrzała na niego zdziwiona:
- Ale co?
- Już nie udawaj, uśmieszki do kelnera. No, no - szturchnął ją żartobliwie.
- Zayn, proszę cię - parsknęła śmiechem - owszem, przyznam, niezły. Ale kompletnie nie w moim typie, poza tym gołym okiem widać, że młodszy - zaśmiała się. Ten uniósł jedną brew i pokiwał głową.
- Jesteś idiotą - stwierdziła patrząc na przyjaciela.
- Za coś mnie musisz kochać - skwitował.
- Też racja - przyznała śmiejąc się, chociaż w duchu nie było jej do śmiechu. W końcu taka była prawda - kochała go za ten całokształt, za jego osobowość, za jego uśmiech, spojrzenie a przede wszystkim za to, że tak się o nią troszczył.
- Ziemia do rudej. Ja rozumiem, że odpłynęłaś na myśl o mnie, ale zaraz przyjdzie ten twój loczek tutaj z rachunkiem więc staraj się być obecna - zaśmiał się. Odpowiedziała mu złowrogim spojrzeniem:
- Ej no zaraz, to ja mam za ciebie płacić? - syknęła wyciągając portfel z torebki.
- Oh no wiesz kochanie, to był twój pomysł - parsknął. Zawtórowała mu śmiechem i skinęła na loczka, aby podszedł. Ten pojawił się momentalnie przy ich stoliku i dał rachunek dziewczynie.
- Reszta dla ciebie - powiedziała, wręczając mu spory napiwek.
- Dziękuje a swoją drogą myślałem, że to mężczyzna powinien płacić za kobietę, a nie odwrotnie - spiorunował Zayn'a spojrzeniem, na co Jade parsknęła śmiechem:
- Pozwala mi u siebie mieszkać, więc nie marudzę - zaśmiała się - a tak na serio, to po prostu płacimy za siebie na zmianę - dodała widząc jak chłopak wręcz zabija wzrokiem Zayn'a.
- Jasne, jasne. Z resztą, nie mój interes - powiedział i uśmiechnął się ukazując dołeczki.
- No właśnie, słusznie zauważyłeś, nie twój - warknął Zayn. Chłopak musiał go nieźle wyprowadzić z równowagi, a czerwonowłosa momentalnie to zauważyła, więc zakryła dłoń Mulata swoją i uśmiechnęła się do niego ciepło.
- Tak tak, zapraszamy ponownie - odpowiedział tamten i odszedł.
- Co za niewychowany gówniarz, już mnie tu na pewno nie zobaczy - syknął.
- Uspokój się, przecież mówiliśmy w żartach - odparła.
- Tak, tobie się może podobało - wycedził przez zęby i wstał. Poszła w jego kroki i przewieszając torebkę przez ramię złapała przyjaciela za rękę i wyszli. Całą drogę do domu nie odzywał się do niej, co sprawiło, że zaczęła żałować, że w ogóle zaproponowała tą kawiarnię. Weszli do domu, a on od razu skierował się do pokoju w ogóle nie zwracając uwagi na Jade. Ruszyła za nim.
A może to wtedy zdecydowała się na wyznanie mu prawdy?
- Możesz mi powiedzieć, o co ci tak na prawdę chodzi? - zapytała wchodząc bezceremonialnie do pokoju. Ten rzucił marynarkę na krzesło i spojrzał na nią. ,
- O nic - wzruszył ramionami.
- Śmieszne, bo niby nic, ale nie pozwala to spokojnie spać - warknęła. Stali naprzeciw siebie, a z obojgu kipiała złość. Obydwoje byli na siebie wściekli do granic możliwości.
- Pojęcia nie masz, jak kusi fakt, że mogłabym być dla ciebie tą najważniejszą, ale to też przecież nic! - wrzasnęła a jej oczy zaszły łzami.
- Przecież wiesz, że jesteś najważniejsza - zaczął, ale przerwała mu:
- Jakoś ostatnio trudno mi to zauważyć. Nie mówię, że w ogólnie nie widać, bo robisz dla mnie wiele dobrego, Zayn. Ale co po tym, skoro zaraz odstawiasz jakieś głupie sceny i jeszcze trochę, a wydrapiesz mi oczy o nic! - powiedziała z wyrzutem.
- Przepraszam - szepnął.
- Tak Zayn, dobrze. Wiesz, że ja ci zawsze wybaczę. Ale ... z resztą nic - syknęła i wyszła. Słyszał stukanie jej obcasów oddalające się z każdym krokiem.
- Jade, proszę Cię - krzyknął za nią. Ta zdjęła buty i zawróciła:
- O co niby? - uniosła jedną brew. Znów stali naprzeciw siebie. Odpowiedział jej milczeniem.
- Sam nie wiesz, o co mnie prosisz... - zauważyła.
- Ja wiem, o co ja cię proszę i ty też powinnaś zdawać sobie z tego sprawę - odparł spokojnie.
- Jakoś niezbyt - syknęła złośliwie.
- Nie proszę cię o wiele, serio. Proszę tylko o to, abyś więcej tak nie robiła jak dzisiaj, okej? - spojrzał na nią ciepło.
- Nie okej, nie zmienisz mnie - mruknęła. W jej naturze leżało bycie złośliwą, to prawda. Jednak nigdy nie była złośliwa wobec Zayn'a.
- Nie chcę cię zmieniać, bo nie muszę. Sama zmieniłaś się wobec mnie, szkoda tylko, że nie wiem, dlaczego. Chciałbym wiedzieć, co ja ci takiego zrobiłem, że dosłownie z dnia na dzień zrobiłaś się inna dla mnie - powiedział i odwrócił się od niej tyłem. Spojrzał w okno. Niebo zaszło chmurami i zbierało się na porządną ulewę.
- Widzisz, taki już ze mnie dziwny przypadek. Kiedy mi na kimś zależy staję się okropna, tylko po to, by później płakać, że odszedł - wycedziła i ugryzła się w język. Nie chciała tego powiedzieć, przecież co on sobie o niej teraz pomyśli? Są przyjaciółmi, nie powinna tego mówić. W mgnieniu oka stanął blisko niej, na co ona cofnęła się o kilka kroków wpadając na ścianę.
- Znaczy Zayn, nie. To nie tak. Czekaj, źle. Zaraz ci to wyjaśnię - jąkała się. Bała się tego, że on teraz tak po prostu ją wyśmieje, albo co gorsza, nie będzie chciał jej już znać.
- Tu nie ma czego tłumaczyć Jade. Ja wiem. Ślepy nie jestem - powiedział łagodnie.
- Ta, jasne - prychnęła i po raz kolejny żałowała, że nie ugryzła się w język. Spojrzała na niego. W jego spojrzeniu tańczyły miliony iskierek, jak za każdym razem, gdy był z czegoś zadowolony. Rozległ się huk i po chwili całe niebo rozjaśniało od błyskawicy. Pisnęła cichutko, od dziecka bała się burzy. Zamknął ją w żelaznym uścisku. Dobrze wiedział o jej fobii.
- Nie masz się czego bać, przecież jestem tutaj - szepnął a ta cicho zachichotała.
- Zayn, kocham cię - szepnęła.
- Ja ciebie też, Mała - odparł. Nagle użył dawnego zaimka, którym ją określał. Poczuła przyjemny dreszcz.
- Zayn, ale nie tak... Nie o to chodzi - zaczęła podnosząc głowę by spojrzeć w jego tęczówki.
- Wiem Jade - odparł i wpił się w jej różowe usta.Oderwała się od niego i kładąc dłonie na jego klatce piersiowej spojrzała na jego twarz. Uśmiechał się:
- Zayn... - szepnęła.
- Na zawsze - musnął jej czoło i odszedł. Rozpiął koszulę i rzucając ją gdzieś na biurko skierował się do szafy po koszulkę. Obserwowała go kręcąc głową z niedowierzania. W końcu sama postanowiła się przebrać. Złapała włosy i chrząknęła delikatnie, a ten jak na zawołanie podszedł i pomógł odpiąć jej sukienkę.
- Dziękuję - powiedziała cichutko i znów pisnęła na kolejny huk. Burza rozszalała się w najlepsze. Przebrali się i siedzieli na łóżku, dziewczyna dodatkowo wtulona w niego. Pomimo zasłoniętego okna widziała każdy błysk.
- Musimy kupić ciemniejsze rolety - stwierdziła. Zayn zaśmiał się i pocałował ją w czoło.
- Oczywiście, chcesz iść do sklepu teraz? - zaczął, ale ta szybko oderwała się:
- O co to, to na pewno nie! Nie widzisz tej apokalipsy za oknem? Mowy nie ma, już wolę siedzieć i po prostu wtulać się w ciebie - mruknęła i ponownie znalazła się w objęciach Mulata.
- Oczywiście panno Malik - zachichotał a ona odpowiedziała tym samym. Teraz czuła się w pełni bezpieczna, chociaż tak na prawdę nic nie było wiadome. Ich relacja nadal była tak zagmatwana jak na początku, jednak ona miała teraz pewność, że ma się ku lepszemu. O ile mogła być lepsza. Miała w nim wszystko. Swój cały świat. Tego właśnie potrzebowała. Jak tlenu.
____________________________________
Boże, ja nie wiem co mnie na takie coś naszło, ale dobra.
Dziękuję za wszystkie wejścia i komentarze.
Następny nie wiem kiedy, może wkrótce.
Życzę wam wszystkim Wesołych Świąt <3
jeśli chcesz być informowanym o nowych dopisz swój nick z tt w komentarzu.
komentujcie, obserwujcie, czytajcie. kocham Was wszystkich.
niedziela, 23 grudnia 2012
piątek, 21 grudnia 2012
4. "Nienawidzę, kiedy odrzucasz moją pomoc..."
Już od samej uliczki dobiegała ich wesoła wrzawa. Co chwila słychać było śmiechy dziewczynek i zabawny ton Niall'a. Mulat uśmiechnął się słysząc to wszystko, czego nie można było powiedzieć o Jade. Była przygnębiona i nieobecna. Rozumiał to i nie chciał rozbawiać jej na siłę, ponieważ dobrze wiedział, że to tylko pogorszy. Kiedy on poszedł powiedzieć Irlandczykowi, że wrócili i nie musi już zajmować się ośmiolatkami, Jade ruszyła do pokoju. Spojrzała przez okno. Zayn i Niall rozmawiali o czymś. Zagryzła wargę i wyciągając spod łóżka swoją walizkę rozpięła ją i wyciągając swoje ubrania z szafy wrzuciła je niedbale do walizki. Następnie skierowała się do łazienki po kosmetyczkę. Kiedy spakowała wszystko, co było jej sięgnęła z biurka fiszkę i zostawiając krótki liścik dla przyjaciela wyszła niezauważona. Zayn zamienił jeszcze kilka słów z Niall'em, ale po chwili pokierował się z chęcią zaproszenia Jade na dół. Wszedł do pokoju i nigdzie nie zauważył przyjaciółki, za to jego uwagę przykuła kartka na poduszce.
Dziękuje Ci za wszystko, Zayn, jednak nie mogę nadużywać Twojej dobroci. Wróciłam do domu i nie miej mi za złe. Po prostu nie chcę robić kłopotu, poza tym Ty masz swoje życie. Jeśli chcesz, wpadnij do mnie na kawę czy coś. Jade xx
Jego źrenice przybrały rozmiar pięciozłotówek co najmniej. Wyciągnął telefon z kieszeni i od razu zadzwonił do czerwonowłosej. Usłyszał w słuchawce jej zachrypnięty głos:
- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że wychodzisz? - rzucił z wyrzutem.
- Zayn, to nie jest rozmowa na telefon. Jeśli chcesz, wpadnij później - mruknęła i rozłączyła się. Wybrał jej numer ponownie, ale dziewczyna nie odbierała. Zdenerwowany rzucił telefon na łóżko i zbiegł do kuchni. Matki jeszcze nie było, więc siłą woli musiał czekać aż wróci. Miał plan. Sprawdził jeszcze tylko na stronie internetowej jedną rzecz, aby upewnić się, że będzie on możliwy do realizacji. Szczęście mu tym razem sprzyjało. W oczekiwaniu na Trishę czas dłużył mu się niemiłosiernie, ale w końcu pojawiła się.
-Mamo, musimy porozmawiać - rzucił za nim drzwi zdążyły się uchylić.
- Daj mi chociaż wejść, a najlepiej skocz do auta i wyjmij z bagażnika zakupy - powiedziała Trish lustrując syna wzrokiem - a gdzie Safaa?
- Z Frankie w ogrodzie, Niall jest z nimi - mruknął i ruszył do auta bo zakupy. Kiedy zobaczył ilość torb przewrócił oczami. Zastanawiał się, co ona robi z tym wszystkim co kupuje, przecież nie jedzą aż tak dużo, a sądząc po ilości produktów stwierdził, że mogliby tym całą Afrykę wykarmić. Po kilku nawrotkach w tę i z powrotem udało mu się znieść wszystko do kuchni.
- O czym chciałeś porozmawiać? - zapytała, układając poszczególne produkty na ich miejsca.
- Chcę zamieszkać sam - odparł pomagając jej. Zatrzymała się i spojrzała na niego krzywo:
- Niby co? - uniosła jedną brew.
- Znalazłem tanie mieszkanie, jak dla mnie wystarczające. Bliżej centrum. Mamo, mam 19 lat. Na serio może czas, żebym wyfrunął z gniazda - wyjaśnił spokojnie. Ta zagryzła wargę i zamyśliła się.
- I jak ty to sobie wyobrażasz? - odezwała się w końcu.
- Normalnie. Znajdę jakąś pracę, pomyślę o współlokatorze - mruknął. Ciężko westchnęła. Wiedziała, że prędzej, czy później nastąpi ten moment, jednak dla niej Zayn był wciąż tym siedmiolatkiem, który potrzebuje pomocy matki prawie tak mocno, jak tlenu. Tymczasem życie szło dalej i nim się zorientowała jej syn jest dorosły i właśnie chce podjąć pierwszą ważną decyzję w swoim życiu, która sprawi, że jego życie radykalnie się zmieni.
- Masz już coś na oku? - zapytała cicho. Przytaknął i po chwili przyniósł laptopa, by pokazać mamie dom, który sobie upatrzył. Ta, przeglądając stronę uznała, że syn ma dobry gust. Dom był przytulny, wystarczająco duży i co ważniejsze, nie drogi. Postanowiła, że pojadą tam, obejrzeć mieszkanie dokładnie i dopiero wtedy podejmą decyzję. Jeszcze tego samego dnia wybrali się pod adres wskazany na stronie internetowej. 20 minut drogi i byli na miejscu. Od samego początku dom przypadł im obojgu do gustu, koniec końców umowa została podpisana i od jutra Zayn wyfrunął z gniazda.
Właśnie pakował ostatnie drobiazgi, gdy usłyszał klakson. Wziął walizki i wyszedł przed dom.
- Dzięki, że mi pomagasz - rzucił do Grega wrzucając torby do bagażnika.
- Nie ma o czym gadać - odparł Irlandczyk pomagając przyjacielowi. Ruszyli z piskiem opon. Całe szczęście Trish nie było w domu. Zayn'a cieszył ten fakt, ponieważ nienawidził pożegnań. Wyładowali wszystkie walizki i pożegnali się.
- Wiesz, chciałbym ci pomóc, ale muszę jeszcze zawieźć Niall'a do Holly - mruknął Greg.
- Nie ma sprawy, i tak już pomogłeś - odparł Mulat i zabrał się za wnoszenie walizek do środka. To był zdecydowanie przełomowy rozdział w jego życiu.
Wieczorem, kiedy już zdążył zagospodarować nowy dom, zadzwonił do Jade.
- Mogłabyś przyjść na chwilę do domu za rogiem od twojego? - zapytał.
- Ale po co? - odparła, a w jej głosie jawiło się zdziwienie.
- Przyjdź - powiedział ciepło i się rozłączył. Po chwili usłyszał dzwonek do drzwi. Otworzył i wybuchnął śmiechem widząc minę przyjaciółki. Wyglądała jakby zobaczyła co najmniej ducha.
- A co ty tu? - wydukała rozglądając się po wnętrzu.
- Mieszkam - odpowiedział z uśmiechem. Szok, który malował się na twarzy dziewczyny z minuty na minutę przybierał na wyrazistości.
- Co? - zapytała.
- Przepraszam, źle to określiłem. Mieszkamy - rzucił. Ta usiadła na schodkach niedowierzając w to wszystko.
- Jak to? Zayn, czy to jest jakaś ukryta kamera? Żartujesz sobie ze mnie, czy jak? - krzyknęła.
- Nie żartuję. Kupiłem ten dom, po to, żebyś nie była sama a przede wszystkim po to, żebyś zaczęła coś nowego w życiu i zapomniała o tym psycholu. Po to, żebyś w końcu przestała płakać nocami, żebyś zaczęła się uśmiechać i być tą Jade, co kiedyś. Po to, żebyś lepiej się czuła i po to, żebyś była bezpieczna - wyjaśnił spokojnie. Dziewczyna rzuciła mu się na szyję, a z jej oczu płynęły najszczersze łzy szczęścia. Jednak po chwili wszystko do niej dotarło:
- Cieszę się że będziemy sąsiadami - uśmiechnęła się.
- Współlokatorami Jade, to jest różnica - rzucił. Pokręciła głową.
- Przestań, nie mogę - mruknęła speszona. Tak wiele dla niej robił, a ona nie potrafiła mu się odpłacić.
- Musisz.
- Nie
- Jade - złapał ją w za podbródek zmuszając tym samym do spojrzenia w oczy - tutaj jest teraz twoje miejsce i nie chcę słyszeć, że nie - warknął groźnie i po chwili złożył pocałunek na jej policzku.
- Jeśli liczyłeś na to, że twoje słodkie oczka i jakieś buziaki przekonają mnie do tego, to się grubo pomyliłeś. Dobranoc, Zayn - szepnęła i odeszła. Weszła do domu zostawiając drzwi otwarte. Skierowała się do kuchni. Wiedziała, że za chwilę przyjdzie do niej, by dalej ją przekonywać. Zrobiła dwa kubki kawy i postawiła jeden na bufecie, a drugi wzięła w dłoń i przysiadła na blacie. Po chwili do jej domu niczym huragan wbiegł rozwścieczony Zayn. Zaśmiała się widząc, jaki jest zdenerwowany i spokojnie upiła duży łyk kawy.
- Spakowana? - warknął stając w progu.
- Napij się kawy - gestem wskazała na kubek. Widziała, że krew w nim się gotuje. Zmrużył oczy i ignorując słowa dziewczyny pobiegł do jej sypialni i wywlekając walizkę wrzucał do niej wszystko, co nasunęło mu się w ręce. Zapiął walizkę i sięgnął drugą. Kończył właśnie ją pakować, gdy w pokoju stanęła zdezorientowana Jade.
- No i co ty robisz? - zapytała cicho obserwując przyjaciela. Nadal był w stanie furii, dobrze to wiedziała.
- Jeszcze chcesz coś zabrać? - warknął pochylony nad walizką.
- Ale po co? - zapytała. Uwielbiała go denerwować. Wtedy zrobił coś, czego się nie spodziewała. Podszedł do niej i ściskając ją w przedramieniu docisnął do drzwi. Widziała złość w jego oczach, zagryzła wargę.
- Boli - szepnęła.
- Mnie boli to twoje bredzenie, więc może w końcu otrząśnij się i przestań udawać, że nie wiesz o co chodzi - warknął i odszedł od niej. Zapiął kolejną walizkę.
- Za pięć minut jestem po ciebie i resztę rzeczy - rzucił wyszedł z jej ubraniami, które spakował. Zostawił je w korytarzu i zamykając drzwi wrócił do jej domu.
- Gotowa? - zapytał prosto z wejścia. Jade siedziała w salonie i jak gdyby nigdy nic oglądała telewizję. Na ten widok aż zagotowało się w nim.
- Tak, tak - wstała i wyłączając telewizor sięgnęła po dwie torby stojące w kącie. Wziął je od niej i w pełnym milczeniu wyszedł. Po chwili wszystko już było przeniesione a oni obydwoje siedzieli w kuchni przygotowując kolację. Zayn cały czas nie odzywał się do dziewczyny.
A może to wtedy zrozumiała, że boli ją, gdy jest taki oschły?
Rzucała co chwila w jego kierunku nieśmiałe spojrzenia. Miała wyrzuty sumienia, że doprowadziła go do takiej furii.
- Zayn - szepnęła podchodząc bliżej do chłopaka, który właśnie kroił pomidora. Odpowiedział jej milczeniem. Powtórzyła jego imię, tym razem bardziej zdecydowanie i głośniej. Znów nic. Wybuchnęła:
- Nie wiem co takiego ci zrobiłam, ale skoro masz mnie karać milczeniem to wychodzę i nie wracam! - wrzasnęła i wyszła z kuchni trzaskając drzwiami.
- Stój! - krzyknął, jednak nie wyszedł za nią. Mimo to, fakt, że odezwał się w zupełności jej wystarczył. Stała przy drzwiach wyjściowych a jej wzrok wędrował po całym pomieszczeniu. Po chwili wyszedł z kuchni wycierając ręce.
- Nienawidzę twojego milczenia, rozumiesz? - syknęła unikając jego spojrzenia. Dobrze o tym wiedział. Podszedł do niej by zamknąć ją w żelaznym uścisku, jednak odsunęła się:
- Nienawidzę, kiedy odrzucasz moją pomoc - odparł opierając się o ścianę. Zdawała sobie z tego sprawę, dlatego nic nie odpowiedziała. Podeszła do niego i wtuliła się w jego tors upajając się zapachem jego perfum.
- Przepraszam Zayn - szepnęła, a on odpowiedział jej tylko czułym uśmiechem.
- Chodź, dokończmy kolację - powiedział i powrócił do kuchni. Pokręciła głową z niedowierzaniem i ruszyła za nim.
A może to wtedy zrozumiała, że on kompletnie zawrócił jej w głowie?
Rzucała mu co chwila ukradkowe spojrzenia. Nie potrafiła zrozumieć, co w nim takiego jest, że za każdym razem ulegała mu. Próbowała się buntować, udowadniać mu swoją niezależność, jednak była zbyt słaba, by umieć mu się ostatecznie postawić. Zjedli w kompletnym milczeniu i już do późnego wieczora nie zamienili ani jednego słowa. Bolało ją to, ponieważ uświadomiła sobie, że to właśnie jego głos daje jej poczucie bezpieczeństwa. Potrzebowała słyszeć go choćby w zdaniu, które nie miało najmniejszego sensu. Szykowała się do snu, gdy pojawił się w jej pokoju. Mimowolnie na jej ustach zagościł nieśmiały uśmieszek, którego nie zauważył.
- Przyszedłem powiedzieć dobranoc - szepnął i uśmiechnął się ciepło. Zawirowało w niej. Potrzebowała tego:
- Zayn, zostań tutaj. Nie chcę być sama - odparła. Cały czas mówili szeptem.
- Przecież jestem za ścianą - oparł się o futrynę i zdawał się być nonszalancki. Uwielbiała, kiedy był taki "obojętny", szczególnie, kiedy dobrze wiedziała, że mu zależy.
- Nie chcę, żebyś był za ścianą. Zayn, proszę - mruknęła i poczuła, że jej poliki zalewają się rumieńcem. Szybko wbiła wzrok w podłogę.
- Ale wiesz, że tak na prawdę nie mamy wyjścia? Znaczy, tutaj jest jedna sypialnia - zaśmiał się, a widząc speszenie przyjaciółki parsknął jeszcze głośniej. Uczuła, że jej policzki przybierają kolor dorodnego pomidora więc biorąc koszulkę i szorty wyminęła chłopaka i skierowała się do łazienki. Nagle stała się wstydliwa wobec niego, nie rozumiała co się z nią dzieje. Przecież nie od dziś go zna, nie od dziś prosi go, aby został, nie od dziś z nim rozmawia. A jednak coś sprawiło, że od dziś stało się inaczej. Od dziś nie wiedziała, jak zachować się w jego towarzystwie, była speszona jego obecnością. Wsmarowała w ciało swój ulubiony, czekoladowy balsam i rzucając ręcznik na kosz na bieliznę przebiegła do łóżka.
- Dobranoc Zayn - szepnęła i odwróciła się plecami do niego. Ten poszedł wziąć prysznic i mówiąc "dobranoc" do śpiącej już przyjaciółki odwrócił się plecami do niej i momentalnie zasnął.
__________________________________________
I oto mamy rozdział 4. Ostatnio dość często dodaję, ale w sumie nie zamierzam przestawać, póki mam pomysły, by pisać, zamierzam to należycie wykorzystać.
Ten rozdział nawet przypadł mi do gustu, trochę w sumie akcja poszła szybko, ale no trudno.
Komentujcie, czytajcie, obserwujcie.
Niedługo nowy.
Dziękuje Ci za wszystko, Zayn, jednak nie mogę nadużywać Twojej dobroci. Wróciłam do domu i nie miej mi za złe. Po prostu nie chcę robić kłopotu, poza tym Ty masz swoje życie. Jeśli chcesz, wpadnij do mnie na kawę czy coś. Jade xx
Jego źrenice przybrały rozmiar pięciozłotówek co najmniej. Wyciągnął telefon z kieszeni i od razu zadzwonił do czerwonowłosej. Usłyszał w słuchawce jej zachrypnięty głos:
- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że wychodzisz? - rzucił z wyrzutem.
- Zayn, to nie jest rozmowa na telefon. Jeśli chcesz, wpadnij później - mruknęła i rozłączyła się. Wybrał jej numer ponownie, ale dziewczyna nie odbierała. Zdenerwowany rzucił telefon na łóżko i zbiegł do kuchni. Matki jeszcze nie było, więc siłą woli musiał czekać aż wróci. Miał plan. Sprawdził jeszcze tylko na stronie internetowej jedną rzecz, aby upewnić się, że będzie on możliwy do realizacji. Szczęście mu tym razem sprzyjało. W oczekiwaniu na Trishę czas dłużył mu się niemiłosiernie, ale w końcu pojawiła się.
-Mamo, musimy porozmawiać - rzucił za nim drzwi zdążyły się uchylić.
- Daj mi chociaż wejść, a najlepiej skocz do auta i wyjmij z bagażnika zakupy - powiedziała Trish lustrując syna wzrokiem - a gdzie Safaa?
- Z Frankie w ogrodzie, Niall jest z nimi - mruknął i ruszył do auta bo zakupy. Kiedy zobaczył ilość torb przewrócił oczami. Zastanawiał się, co ona robi z tym wszystkim co kupuje, przecież nie jedzą aż tak dużo, a sądząc po ilości produktów stwierdził, że mogliby tym całą Afrykę wykarmić. Po kilku nawrotkach w tę i z powrotem udało mu się znieść wszystko do kuchni.
- O czym chciałeś porozmawiać? - zapytała, układając poszczególne produkty na ich miejsca.
- Chcę zamieszkać sam - odparł pomagając jej. Zatrzymała się i spojrzała na niego krzywo:
- Niby co? - uniosła jedną brew.
- Znalazłem tanie mieszkanie, jak dla mnie wystarczające. Bliżej centrum. Mamo, mam 19 lat. Na serio może czas, żebym wyfrunął z gniazda - wyjaśnił spokojnie. Ta zagryzła wargę i zamyśliła się.
- I jak ty to sobie wyobrażasz? - odezwała się w końcu.
- Normalnie. Znajdę jakąś pracę, pomyślę o współlokatorze - mruknął. Ciężko westchnęła. Wiedziała, że prędzej, czy później nastąpi ten moment, jednak dla niej Zayn był wciąż tym siedmiolatkiem, który potrzebuje pomocy matki prawie tak mocno, jak tlenu. Tymczasem życie szło dalej i nim się zorientowała jej syn jest dorosły i właśnie chce podjąć pierwszą ważną decyzję w swoim życiu, która sprawi, że jego życie radykalnie się zmieni.
- Masz już coś na oku? - zapytała cicho. Przytaknął i po chwili przyniósł laptopa, by pokazać mamie dom, który sobie upatrzył. Ta, przeglądając stronę uznała, że syn ma dobry gust. Dom był przytulny, wystarczająco duży i co ważniejsze, nie drogi. Postanowiła, że pojadą tam, obejrzeć mieszkanie dokładnie i dopiero wtedy podejmą decyzję. Jeszcze tego samego dnia wybrali się pod adres wskazany na stronie internetowej. 20 minut drogi i byli na miejscu. Od samego początku dom przypadł im obojgu do gustu, koniec końców umowa została podpisana i od jutra Zayn wyfrunął z gniazda.
Właśnie pakował ostatnie drobiazgi, gdy usłyszał klakson. Wziął walizki i wyszedł przed dom.
- Dzięki, że mi pomagasz - rzucił do Grega wrzucając torby do bagażnika.
- Nie ma o czym gadać - odparł Irlandczyk pomagając przyjacielowi. Ruszyli z piskiem opon. Całe szczęście Trish nie było w domu. Zayn'a cieszył ten fakt, ponieważ nienawidził pożegnań. Wyładowali wszystkie walizki i pożegnali się.
- Wiesz, chciałbym ci pomóc, ale muszę jeszcze zawieźć Niall'a do Holly - mruknął Greg.
- Nie ma sprawy, i tak już pomogłeś - odparł Mulat i zabrał się za wnoszenie walizek do środka. To był zdecydowanie przełomowy rozdział w jego życiu.
Wieczorem, kiedy już zdążył zagospodarować nowy dom, zadzwonił do Jade.
- Mogłabyś przyjść na chwilę do domu za rogiem od twojego? - zapytał.
- Ale po co? - odparła, a w jej głosie jawiło się zdziwienie.
- Przyjdź - powiedział ciepło i się rozłączył. Po chwili usłyszał dzwonek do drzwi. Otworzył i wybuchnął śmiechem widząc minę przyjaciółki. Wyglądała jakby zobaczyła co najmniej ducha.
- A co ty tu? - wydukała rozglądając się po wnętrzu.
- Mieszkam - odpowiedział z uśmiechem. Szok, który malował się na twarzy dziewczyny z minuty na minutę przybierał na wyrazistości.
- Co? - zapytała.
- Przepraszam, źle to określiłem. Mieszkamy - rzucił. Ta usiadła na schodkach niedowierzając w to wszystko.
- Jak to? Zayn, czy to jest jakaś ukryta kamera? Żartujesz sobie ze mnie, czy jak? - krzyknęła.
- Nie żartuję. Kupiłem ten dom, po to, żebyś nie była sama a przede wszystkim po to, żebyś zaczęła coś nowego w życiu i zapomniała o tym psycholu. Po to, żebyś w końcu przestała płakać nocami, żebyś zaczęła się uśmiechać i być tą Jade, co kiedyś. Po to, żebyś lepiej się czuła i po to, żebyś była bezpieczna - wyjaśnił spokojnie. Dziewczyna rzuciła mu się na szyję, a z jej oczu płynęły najszczersze łzy szczęścia. Jednak po chwili wszystko do niej dotarło:
- Cieszę się że będziemy sąsiadami - uśmiechnęła się.
- Współlokatorami Jade, to jest różnica - rzucił. Pokręciła głową.
- Przestań, nie mogę - mruknęła speszona. Tak wiele dla niej robił, a ona nie potrafiła mu się odpłacić.
- Musisz.
- Nie
- Jade - złapał ją w za podbródek zmuszając tym samym do spojrzenia w oczy - tutaj jest teraz twoje miejsce i nie chcę słyszeć, że nie - warknął groźnie i po chwili złożył pocałunek na jej policzku.
- Jeśli liczyłeś na to, że twoje słodkie oczka i jakieś buziaki przekonają mnie do tego, to się grubo pomyliłeś. Dobranoc, Zayn - szepnęła i odeszła. Weszła do domu zostawiając drzwi otwarte. Skierowała się do kuchni. Wiedziała, że za chwilę przyjdzie do niej, by dalej ją przekonywać. Zrobiła dwa kubki kawy i postawiła jeden na bufecie, a drugi wzięła w dłoń i przysiadła na blacie. Po chwili do jej domu niczym huragan wbiegł rozwścieczony Zayn. Zaśmiała się widząc, jaki jest zdenerwowany i spokojnie upiła duży łyk kawy.
- Spakowana? - warknął stając w progu.
- Napij się kawy - gestem wskazała na kubek. Widziała, że krew w nim się gotuje. Zmrużył oczy i ignorując słowa dziewczyny pobiegł do jej sypialni i wywlekając walizkę wrzucał do niej wszystko, co nasunęło mu się w ręce. Zapiął walizkę i sięgnął drugą. Kończył właśnie ją pakować, gdy w pokoju stanęła zdezorientowana Jade.
- No i co ty robisz? - zapytała cicho obserwując przyjaciela. Nadal był w stanie furii, dobrze to wiedziała.
- Jeszcze chcesz coś zabrać? - warknął pochylony nad walizką.
- Ale po co? - zapytała. Uwielbiała go denerwować. Wtedy zrobił coś, czego się nie spodziewała. Podszedł do niej i ściskając ją w przedramieniu docisnął do drzwi. Widziała złość w jego oczach, zagryzła wargę.
- Boli - szepnęła.
- Mnie boli to twoje bredzenie, więc może w końcu otrząśnij się i przestań udawać, że nie wiesz o co chodzi - warknął i odszedł od niej. Zapiął kolejną walizkę.
- Za pięć minut jestem po ciebie i resztę rzeczy - rzucił wyszedł z jej ubraniami, które spakował. Zostawił je w korytarzu i zamykając drzwi wrócił do jej domu.
- Gotowa? - zapytał prosto z wejścia. Jade siedziała w salonie i jak gdyby nigdy nic oglądała telewizję. Na ten widok aż zagotowało się w nim.
- Tak, tak - wstała i wyłączając telewizor sięgnęła po dwie torby stojące w kącie. Wziął je od niej i w pełnym milczeniu wyszedł. Po chwili wszystko już było przeniesione a oni obydwoje siedzieli w kuchni przygotowując kolację. Zayn cały czas nie odzywał się do dziewczyny.
A może to wtedy zrozumiała, że boli ją, gdy jest taki oschły?
Rzucała co chwila w jego kierunku nieśmiałe spojrzenia. Miała wyrzuty sumienia, że doprowadziła go do takiej furii.
- Zayn - szepnęła podchodząc bliżej do chłopaka, który właśnie kroił pomidora. Odpowiedział jej milczeniem. Powtórzyła jego imię, tym razem bardziej zdecydowanie i głośniej. Znów nic. Wybuchnęła:
- Nie wiem co takiego ci zrobiłam, ale skoro masz mnie karać milczeniem to wychodzę i nie wracam! - wrzasnęła i wyszła z kuchni trzaskając drzwiami.
- Stój! - krzyknął, jednak nie wyszedł za nią. Mimo to, fakt, że odezwał się w zupełności jej wystarczył. Stała przy drzwiach wyjściowych a jej wzrok wędrował po całym pomieszczeniu. Po chwili wyszedł z kuchni wycierając ręce.
- Nienawidzę twojego milczenia, rozumiesz? - syknęła unikając jego spojrzenia. Dobrze o tym wiedział. Podszedł do niej by zamknąć ją w żelaznym uścisku, jednak odsunęła się:
- Nienawidzę, kiedy odrzucasz moją pomoc - odparł opierając się o ścianę. Zdawała sobie z tego sprawę, dlatego nic nie odpowiedziała. Podeszła do niego i wtuliła się w jego tors upajając się zapachem jego perfum.
- Przepraszam Zayn - szepnęła, a on odpowiedział jej tylko czułym uśmiechem.
- Chodź, dokończmy kolację - powiedział i powrócił do kuchni. Pokręciła głową z niedowierzaniem i ruszyła za nim.
A może to wtedy zrozumiała, że on kompletnie zawrócił jej w głowie?
Rzucała mu co chwila ukradkowe spojrzenia. Nie potrafiła zrozumieć, co w nim takiego jest, że za każdym razem ulegała mu. Próbowała się buntować, udowadniać mu swoją niezależność, jednak była zbyt słaba, by umieć mu się ostatecznie postawić. Zjedli w kompletnym milczeniu i już do późnego wieczora nie zamienili ani jednego słowa. Bolało ją to, ponieważ uświadomiła sobie, że to właśnie jego głos daje jej poczucie bezpieczeństwa. Potrzebowała słyszeć go choćby w zdaniu, które nie miało najmniejszego sensu. Szykowała się do snu, gdy pojawił się w jej pokoju. Mimowolnie na jej ustach zagościł nieśmiały uśmieszek, którego nie zauważył.
- Przyszedłem powiedzieć dobranoc - szepnął i uśmiechnął się ciepło. Zawirowało w niej. Potrzebowała tego:
- Zayn, zostań tutaj. Nie chcę być sama - odparła. Cały czas mówili szeptem.
- Przecież jestem za ścianą - oparł się o futrynę i zdawał się być nonszalancki. Uwielbiała, kiedy był taki "obojętny", szczególnie, kiedy dobrze wiedziała, że mu zależy.
- Nie chcę, żebyś był za ścianą. Zayn, proszę - mruknęła i poczuła, że jej poliki zalewają się rumieńcem. Szybko wbiła wzrok w podłogę.
- Ale wiesz, że tak na prawdę nie mamy wyjścia? Znaczy, tutaj jest jedna sypialnia - zaśmiał się, a widząc speszenie przyjaciółki parsknął jeszcze głośniej. Uczuła, że jej policzki przybierają kolor dorodnego pomidora więc biorąc koszulkę i szorty wyminęła chłopaka i skierowała się do łazienki. Nagle stała się wstydliwa wobec niego, nie rozumiała co się z nią dzieje. Przecież nie od dziś go zna, nie od dziś prosi go, aby został, nie od dziś z nim rozmawia. A jednak coś sprawiło, że od dziś stało się inaczej. Od dziś nie wiedziała, jak zachować się w jego towarzystwie, była speszona jego obecnością. Wsmarowała w ciało swój ulubiony, czekoladowy balsam i rzucając ręcznik na kosz na bieliznę przebiegła do łóżka.
- Dobranoc Zayn - szepnęła i odwróciła się plecami do niego. Ten poszedł wziąć prysznic i mówiąc "dobranoc" do śpiącej już przyjaciółki odwrócił się plecami do niej i momentalnie zasnął.
__________________________________________
I oto mamy rozdział 4. Ostatnio dość często dodaję, ale w sumie nie zamierzam przestawać, póki mam pomysły, by pisać, zamierzam to należycie wykorzystać.
Ten rozdział nawet przypadł mi do gustu, trochę w sumie akcja poszła szybko, ale no trudno.
Komentujcie, czytajcie, obserwujcie.
Niedługo nowy.
środa, 19 grudnia 2012
3. "To jedyna droga, by to zakończyć..."
Koniec końców Jade zamieszkała u Zayn'a. Jego matka oczywiście na początku nie była co do tego pomysłu przekonana, ale syn nakłonił ją do pozytywnej decyzji wyjaśniając, w czym leży rzecz.
- Zayn, ja na prawdę nie chcę robić kłopotu - szepnęła siadając na parapecie w pokoju Mulata.
Spojrzał na nią z dezaprobatą i pokręcił głową.
- Problemu to ty szukasz teraz na siłę. Powiedziałem i koniec - syknął przerzucając ubrania w szafie, by zwolnić trochę miejsca dla dziewczyny. Ta, nadal nieprzekonana do tego pomysłu obserwowała go z zaciętą miną, jednak dobrze wiedziała, że nie miała nic do gadania - kiedy on się uprze nic go nie przekona.
- Mama mówi, że za 15 minut kolacja - do pokoju wbiegła uśmiechnięta jak zawsze Safaa w ręce trzymając pluszowego misia, którego z resztą wręczyła jej Jade z okazji urodzin.Czerwonowłosa uśmiechnęła się na ten widok.
- Zayn, ale właściwie to... - zaczęła jednak ten przerwał jej rzucając w nią bluzą. Zagryzła wargę i odrzuciła mu ją.
- Nawet nie dokończyłam - warknęła i znów oberwała w twarz jakimś elementem garderoby chłopaka. Rozwścieczona podeszła do niego i uderzyła go ręką przez głowę uśmiechając się przy tym niewinnie i słodko.
- O co ci chodzi? Powiedziałem i skończmy już ten temat - warknął, jednak ku jego zdumieniu Jade w ogóle się tym nie speszyła. Wręcz przeciwnie, przybrała cwaniacki wyraz twarzy i przesuwając palcami po barkach Zayn'a wyszła z pokoju i skierowała się do kuchni.
- Ile można na was... Gdzie Zayn? - syknęła Safaa, która najwyraźniej była bardzo głodna, bo siedziała z widelcem i nożem w ręce i bacznie obserwowała krzątającą się po kuchni matkę.
- Zaraz zejdzie - uśmiechnęła się i oparła się o futrynę krzyżując nogi.
- Pomóc? - zapytała zerkając w stronę Trishy.
- Nie trzeba, usiądź sobie - odparła kobieta z uśmiechem stawiając półmisek z kurczakiem na stole. Safaa w międzyczasie pobiegła po brata i już po chwili obydwaj pojawili się w kuchni. Chłopak usiadł pomiędzy siostrą a Jade, naprzeciwko matki. Zjedli w milczeniu, po czym każde z nich rozeszło się, aby zająć się sobą. Czerwonowłosa siedziała na parapecie w pokoju Mulata i bawiła się kostką Rubika, podczas gdy ten był zajęty walką z zombie.
- Co faceci widzą w tych bezsensownych grach video? - zapytała, jednak pytanie poleciało gdzieś w przestrzeń i nie doczekało się odpowiedzi. Westchnęła cicho i sięgnęła po szkicownik leżący na biurku. Wiedziała, że jej przyjaciel ma smykałkę do rysowania, jednak nigdy nie miała okazji obejrzeć jego rysunków, bo zawsze surowo jej tego zabraniał. Przerzuciła 3 pierwsze strony i oniemiała z wrażenia. Rysunek przedstawiał jakąś dziewczynę. Ładną dziewczynę. Przypominała jej kogoś, ale nie wiedziała kogo. Dopiero później olśniło ją, że jest to dziewczyna, która mu się ostatnio śniła. Opowiadał jej ten sen.
- Kto ci kazał to ruszać? - z zamyślenia wyrwał ją wściekły głos Zayn'a i już po chwili chłopak wyrwał jej szkicownik.
- Boże, nie tak agresywnie. Po prostu chciałam zobaczyć - powiedziała spokojnie obserwując przyjaciela. Był wściekły.
- To nie chciej następnym razem - warknął i ze szkicownikiem w ręku wrócił na fotel i odpalił z powrotem grę. Spojrzała na niego zamyślona zagryzając dolną wargę. W jej głowie panował chaos.
A może to wtedy zrozumiała, że boli ją, kiedy ma przed nią tajemnice?
Znużona siedzeniem i wpatrywaniem się w Zayn'a sięgnęła po koszulkę i szorty i biorąc jeszcze ręcznik z oparcia poszła do łazienki. Stanęła pod ciepłym strumieniem i starała się rozkoszować prysznicem, jednak nie mogła oderwać od siebie myśli o przyjacielu. Szybko podsuszyła włosy i wyszła z łazienki wrzucając wcześniej ręcznik do kosza na pranie. Weszła do pokoju, Zayn nadal grał. Przewróciła oczami i szybkimi krokami przebiegła na łóżko, ponieważ biegnąc boso po podłodze zaraz po kąpieli to tak, jak stąpać po lodzie. Oparła się o poduszki i wyciągając z torby tableta weszła na internet, by sprawdzić różne portale. Po kilku minutach natrafiła na dość dziwny post.
Prawie tam trafiłam. Prawie. Znów mnie uratowali. Po raz kolejny przebudziłam się i pierwsze co zobaczyły moje oczy, to białe, oślepiające światło. Znów moja szansa zniknęła. Nie pozwolą mi odejść, nie rozumieją, że ja tego chcę. Ratują mnie wbrew mnie, a przecież jestem tam już stałym bywalcem. Czy oni na prawdę nie mogą się nauczyć, że ja chcę tego? Czy za każdym razem będą przywracać mnie do życia i prawić mi morały po to, bym za jakiś czas znów tam trafiła? Zabierzcie mnie stąd, bo nie chcę już znać siebie, ich. Nie chcę już tego, zabierzcie mnie.
Od razu ją to zaciekawiło. Nie zwlekając weszła na portal, na którym znalazła owe wyznanie. Było tego więcej. O wiele więcej. Wiele problemów sprowadzających się do jednego - oni chcieli umrzeć. Nawet nie zorientowała się, kiedy zasnęła z tabletem na kolanach. W tym czasie Zayn wziął prysznic i zamierzał się położyć, wcześniej jednak sięgnął bo sprzęt dziewczyny, by odłożyć go na biurko. Rzucił okiem na ekran i to co zobaczył przeraziło go. Spojrzał wystraszony na przyjaciółkę. Nie chciał jej budzić, jednak to co ujrzał, wzbudziło w nim niepokój. Postanowił, że porozmawia z nią o tym rano i gasząc lampkę przeszedł do łóżka i położył się przytulając Jade. Bał się o nią bardziej niż kiedykolwiek indziej. Zerwał się w nocy. Cały spocony. Ciężko łapał oddech. Spojrzał obok siebie. Była. Próbował wyrównać swój oddech. Na marne. Wiedział, że nie zaśnie. Usiadł na brzegu łóżka i chciał wstać, ale powstrzymał go zaspany głos przyjaciółki:
- Coś się stało? Zerwałeś się tak nagle - zdziwił się. Nie spała od dłuższej chwili. Przez dłuższy moment panowała niczym nieskalana cisza:
- Idę do łazienki, miałem zły sen - mruknął i wstał. Było słychać tupot jego gołych stóp na panelach, skrzypnięcie drzwiami, włączenie pstryczka i szum wody. Obmył kilkakrotnie twarz zimną wodą z nadzieją, że zmyje z pamięci resztki tego snu, jednak na marne. Musiał z nią porozmawiać o tym, natychmiast. Jeszcze raz obmył twarz wodą i skierował się do pokoju. Po omacku doszedł do łóżka:
- Śpisz? - zapytał. Usłyszał szelest kołdry:
- Nie - szepnęła przejeżdżając palcem po policzku. Podejrzewał, iż płakała.
- Co się z tobą dzieje? - zapytał ściskając jej dłoń w swojej. Pociągnęła nosem.
- Nic - wymamrotała, a po jej głosie poznał, że płakała.
- Jade, nie kłam, że nic, kiedy widzę. Płaczesz i to w nocy, przeglądasz jakieś portale o próbach samobójczych - rzucił i już po chwili żałował, że w porę nie ugryzł się w język.
- Grzebałeś na moim tablecie? - syknęła podnosząc się momentalnie.
- Odkładałem go, zasnęłaś, a strona została. Jade, co jest? - mówił spokojnie gładząc jej rękę. Wyrwała się.
A może to wtedy zrozumiała, że to ona coś skrywa, nie on?
- Daj sobie pomóc, Jade - szepnął. Ta załkała cicho i wtuliła się w niego niczym dziecko. Potrzebowała go teraz bardziej, niż kiedykolwiek indziej.Siedzieli tak dłuższą chwilę, pozwolił jej się wypłakać i uspokoić się. W końcu ona, ciężko łapiąc oddech zaczęła:
- To było 2 lata temu. Zanim zaczęliśmy się przyjaźnić - mówiła co chwila łapiąc oddech, z czym wciąż miała problem, przez płakanie - wtedy On zerwał ze mną. Eric powiedział, że jestem beznadziejną suką i potrzebował mnie tylko na raz - tu załkała cicho, wspomnienia bolały ją - przez rok oczywiście miałam spokój, aż to tej sytuacji ... - mruknęła. Zayn dobrze wiedział, o jakiej sytuacji mówi. Byli wtedy na imprezie, zabrał ją z okazji jej urodzin. Oczywiście jak zawsze byli blisko siebie. Pech Jade chciał, że on też tam był. Podszedł do niej, uderzył ją w twarz, po czym zaczął zaczepiać Zayn'a. Ten, zdenerwowany tym, jak potraktował przyjaciółkę zaczął szarpać się z kolesiem, polało się trochę krwi. Przerodziło się to w niemałą bójkę, obydwoje zostali wywaleni z klubu, dodatkowo zawiezieni na izbę wytrzeźwień. Na drugi dzień Jade przyjechała z Trishą po Zayn'a. W tym samym czasie kilku świadków bójki złożyło zeznania policji, w efekcie Zayn miał wszystko umorzone, gorszy los czekał Erica. Trafił na 2 miesiące prac społecznych i dostał dwumiesięczny nadzór całodobowy. Kiedy kara dobiegła końca zaczął prześladować Jade. Wysyłał jej listy z pogróżkami, na jej stary adres. Wtedy to zadecydowała o przeprowadzce. Miesiąc spokoju, odnalazł ją. I powtórka z atrakcji. Aż do wczoraj.
- I co dalej? - spytał Zayn, kiedy ta milczała dłuższą chwilę.
- Wczoraj, kiedy go zwinęli, policjant powiedział, że powinnam złożyć zeznania, aby mogli wymierzyć mu jakąś karę - szepnęła.
- No to na co czekasz? - chłopak nadal nie mógł zrozumieć.
- On mi coś zrobi, jeśli zeznam, rozumiesz? To jak z deszczu pod rynnę. Zayn, ja nie mogę tam iść - znów wybuchnęła płaczem. Przytulił ją i policzkiem gładził jej włosy.
- Jade, to jedyna droga by to zakończyć - szepnął starając się uspokoić roztrzęsioną przyjaciółkę.
- Na jakiś czas, on później wyjdzie i tak w kółko. Zrozum, to jest błędne koło - mówiła przez łzy. Nie odpowiedział nic, wiedział, że teraz żadne tłumaczenia i tak na nic się nie zdadzą, Jade miała zbyt zszargane nerwy, aby cokolwiek do niej docierało. W końcu, znużona płakaniem, zasnęła w ciepłych objęciach Mulata. Ten siedział cały czas kołysząc się delikatnie, jakby bał się, że jak przestanie, ona się obudzi. W końcu jednak i jego dopadł sen.
Obudził się, jak sądził, dość późno. Przetarł oczy i zerknął na zegarek. 10. Leniwie wstał i przeciągając się, skierował się do kuchni. Przy stole siedziała Safaa jedząc tosty z Nutellą, a o zlewozmywak opierała się Jade z kubkiem kawy w dłoni.
- Nie mogę - mruknęła mała oblizując palce z czekolady.
- Skarbie, zlizałaś tylko nutellę, nie widziałam ani gryza chleba. Nie zjesz, to nie będziesz miała siły na domek na drzewie i zobaczysz, zabiorę ci go - mówiła ciepło i w sposób żartobliwy.
- Ooo nieee! Zayn i Greg zrobili go dla mnie! Niall pomalował go dla mnie! - krzyknęła zdegustowana ośmiolatka i szybko pochłonęła tosty.
- To ja idę na dwór! - krzyknęła wycierając brudne rączki w koszulkę. Jade roześmiała się do niej i zabrała talerz ze stołu, od razu myjąc go pod bieżącą wodą.
- O, wstałeś - dopiero zauważyła, że w rogu stał Zayn, obserwując ją z uśmiechem na twarzy.
- Tak, dzień dobry - powitał ją i ruszył do ekspresu. Jedyne, o czym teraz marzył, to mocna kawa, która go porządnie rozbudzi.
- Zayn, głupku, ubierz się! Zaraz przyjdzie do mnie Frankie! - krzyknęła Safaa, która przebiegała akurat do pokoju po zabawki.
- Przecież nie chodzę nago! - odkrzyknął.
- Ale prawie tak, majtki się nie liczą - warknęła ciągnąc za sobą wózek pełen lalek, pluszaków i zestawów do "herbatek". Mulat spojrzał zdezorientowany:
- I w ten oto sposób ośmiolatka ustawia cię po kątach, tak, jak jej się widzi - podsumowała Jade i roześmiała się.
A może właśnie takiej zwyczajnej atmosfery potrzebowała, by zapomnieć o problemach?
Mulat powędrował do salonu z kubkiem gorącej kawy i odkładając go na stolik, sięgnął spodnie ze suszarki. Wciągnął je i biorąc kubek powędrował otworzyć drzwi. Powitała go uśmiechnięta od ucha do ucha niebieskooka blondyneczka, z włosami związanymi w warkoczyki.
- Jest Safaa? - zapytała cały czas się uśmiechając.
- Jest w ogrodzie - Mulat wpuścił dziewczynkę do środka, a ta w radosnych podskokach pobiegła w kierunku tarasu. Słyszał jeszcze, jak siostra pytała się Frankie, czy Zayn ubrał się łaskawie. Parsknął na to śmiechem i poszedł do pokoju. Jade znów siedziała na parapecie przy otwartym oknie i paliła papierosa, którego zapewne wzięła z paczki, którą zostawił na biurku.
- Zayn, pójdziesz tam ze mną? - zapytała ni stąd ni zowąd.
- Oczywiście - odparł.
- Teraz? - zamyślił się na chwilę, lecz po chwili przytaknął.
- Tylko zadzwonię do Nialla, czy przyjdzie zaopiekować się tymi dwiema - wskazał palcem w okno i sięgnął po telefon. Blondwłosy Irlandczyk chętnie się zgodził i już niedługo przybył pod dom Malików. Zayn, mimo, że nie przepadał za nim, ufał mu, bo wiedział, że ma bardzo dobre podejście do dzieci a jego siostra przepada za Horanem. Podziękował mu i łapiąc Jade pod rękę wyszli. Wsiedli do taksówki i już po kilkunastu minutach znajdowali się pod komisariatem. Zayn zauważył, że czerwonowłosa jest coraz bardziej nerwowa, więc złapał ją za rękę, a kiedy spojrzała na niego, uśmiechnął się do niej pokrzepiająco. Odpowiedziała gorzkim uśmiechem i ruszyła ciągnąc go za sobą. Chciała mieć tą sprawę za sobą.
- W sprawie Erica Dumblera - powiedziała do policjanta w okienku i już po chwili siedziała naprzeciw jakiegoś mundurowego kurczowo ściskając dłoń Zayn'a.
- To zaczęło się rok temu. Eric jest moim byłym, spotkaliśmy się w zeszłym roku w klubie, gdzie byłam z Zayn'em. - wskazała wzrokiem na Mulata - doszło do bójki, za co z resztą był ukarany na dwa miesiące prac i nadzoru całodobowego. Kiedy kara minęła zaczął mnie nękać, wysyłać listy z pogróżkami. Przeprowadziłam się, ale on po miesiącu i tak mnie znalazł - mówiła coraz ciszej, a jej oczy napełniły się łzami - przedwczoraj znów przyszedł pod mój dom - poczuła łzy zalewające jej policzki. Wiedziała, że nie będzie w stanie wydusić ani słowa. Otworzyła usta, ale nie potrafiła wydobyć z siebie najcichszego słowa:
- Dobijał się do niej, ale zgarnęli go. Teraz wy go chyba przetrzymujecie tak? - dokończył Zayn, ponieważ dobrze znał ten stan, w który wpadła przyjaciółka. Dziewczyna tylko potaknęła na prawdziwość słów Mulata i starała się jakoś powstrzymywać łzy, jednak na marne.
- Czy ma pani zachowaną tę korespondencję? - zapytał policjant, a ona skinęła tylko na znak, że tak.
- W takim razie prosiłbym w jak najszybszym tempie dostarczyć ją nam, a wtedy będziemy mogli podjąć pełen proces - oznajmił i wypuścił ich.
- Dostarczymy je niedługo - mruknęła Jade i wyszli. Poprosiła Zayn'a aby jechali do niej do domu i dowieźli te listy. Jak chciała, tak zrobili. Już po godzinie cała korespondencja spoczęła w rękach policji.
- W najbliższym czasie odezwiemy się do pani i proszę być spokojną - powiedział pokrzepiająco mundurowy.
- Byłaś dzielna skarbie, teraz będzie już tylko lepiej - gdy tylko wyszli Zayn zamknął ją w żelaznym uścisku. Ta cichutko załkała i przytaknęła. Przytulił ją jeszcze mocniej i zaproponował, aby poszli do pobliskiej restauracji na kawę, jednak ona przeprosiła go wyrażając swoją niechęć do jakiegokolwiek pokazywania się w tym stanie w miejscach publicznych. Nie upierał się, rozumiał, co przechodzi teraz Jade, dlatego wrócili do domu.
___________________________________________
jakiś taki ni w dupę ni w oko wyszedł, długi, ale chyba trochę popieprzony :o
ostatnio miło się zaskoczyłam, serio widzę, że mam tutaj kilku czytelników i
jestem z tego powodu dumna, bo wątpiłam w to, aby ktokolwiek chciał zwrócić
uwagę na moje wypociny a tu taka niespodzianka. dziękuje wam.
btw. jeśli chcesz być informowanym o nowych rozdziałach dopisz w swoim komentarzu nick z TT
- Zayn, ja na prawdę nie chcę robić kłopotu - szepnęła siadając na parapecie w pokoju Mulata.
Spojrzał na nią z dezaprobatą i pokręcił głową.
- Problemu to ty szukasz teraz na siłę. Powiedziałem i koniec - syknął przerzucając ubrania w szafie, by zwolnić trochę miejsca dla dziewczyny. Ta, nadal nieprzekonana do tego pomysłu obserwowała go z zaciętą miną, jednak dobrze wiedziała, że nie miała nic do gadania - kiedy on się uprze nic go nie przekona.
- Mama mówi, że za 15 minut kolacja - do pokoju wbiegła uśmiechnięta jak zawsze Safaa w ręce trzymając pluszowego misia, którego z resztą wręczyła jej Jade z okazji urodzin.Czerwonowłosa uśmiechnęła się na ten widok.
- Zayn, ale właściwie to... - zaczęła jednak ten przerwał jej rzucając w nią bluzą. Zagryzła wargę i odrzuciła mu ją.
- Nawet nie dokończyłam - warknęła i znów oberwała w twarz jakimś elementem garderoby chłopaka. Rozwścieczona podeszła do niego i uderzyła go ręką przez głowę uśmiechając się przy tym niewinnie i słodko.
- O co ci chodzi? Powiedziałem i skończmy już ten temat - warknął, jednak ku jego zdumieniu Jade w ogóle się tym nie speszyła. Wręcz przeciwnie, przybrała cwaniacki wyraz twarzy i przesuwając palcami po barkach Zayn'a wyszła z pokoju i skierowała się do kuchni.
- Ile można na was... Gdzie Zayn? - syknęła Safaa, która najwyraźniej była bardzo głodna, bo siedziała z widelcem i nożem w ręce i bacznie obserwowała krzątającą się po kuchni matkę.
- Zaraz zejdzie - uśmiechnęła się i oparła się o futrynę krzyżując nogi.
- Pomóc? - zapytała zerkając w stronę Trishy.
- Nie trzeba, usiądź sobie - odparła kobieta z uśmiechem stawiając półmisek z kurczakiem na stole. Safaa w międzyczasie pobiegła po brata i już po chwili obydwaj pojawili się w kuchni. Chłopak usiadł pomiędzy siostrą a Jade, naprzeciwko matki. Zjedli w milczeniu, po czym każde z nich rozeszło się, aby zająć się sobą. Czerwonowłosa siedziała na parapecie w pokoju Mulata i bawiła się kostką Rubika, podczas gdy ten był zajęty walką z zombie.
- Co faceci widzą w tych bezsensownych grach video? - zapytała, jednak pytanie poleciało gdzieś w przestrzeń i nie doczekało się odpowiedzi. Westchnęła cicho i sięgnęła po szkicownik leżący na biurku. Wiedziała, że jej przyjaciel ma smykałkę do rysowania, jednak nigdy nie miała okazji obejrzeć jego rysunków, bo zawsze surowo jej tego zabraniał. Przerzuciła 3 pierwsze strony i oniemiała z wrażenia. Rysunek przedstawiał jakąś dziewczynę. Ładną dziewczynę. Przypominała jej kogoś, ale nie wiedziała kogo. Dopiero później olśniło ją, że jest to dziewczyna, która mu się ostatnio śniła. Opowiadał jej ten sen.
- Kto ci kazał to ruszać? - z zamyślenia wyrwał ją wściekły głos Zayn'a i już po chwili chłopak wyrwał jej szkicownik.
- Boże, nie tak agresywnie. Po prostu chciałam zobaczyć - powiedziała spokojnie obserwując przyjaciela. Był wściekły.
- To nie chciej następnym razem - warknął i ze szkicownikiem w ręku wrócił na fotel i odpalił z powrotem grę. Spojrzała na niego zamyślona zagryzając dolną wargę. W jej głowie panował chaos.
A może to wtedy zrozumiała, że boli ją, kiedy ma przed nią tajemnice?
Znużona siedzeniem i wpatrywaniem się w Zayn'a sięgnęła po koszulkę i szorty i biorąc jeszcze ręcznik z oparcia poszła do łazienki. Stanęła pod ciepłym strumieniem i starała się rozkoszować prysznicem, jednak nie mogła oderwać od siebie myśli o przyjacielu. Szybko podsuszyła włosy i wyszła z łazienki wrzucając wcześniej ręcznik do kosza na pranie. Weszła do pokoju, Zayn nadal grał. Przewróciła oczami i szybkimi krokami przebiegła na łóżko, ponieważ biegnąc boso po podłodze zaraz po kąpieli to tak, jak stąpać po lodzie. Oparła się o poduszki i wyciągając z torby tableta weszła na internet, by sprawdzić różne portale. Po kilku minutach natrafiła na dość dziwny post.
Prawie tam trafiłam. Prawie. Znów mnie uratowali. Po raz kolejny przebudziłam się i pierwsze co zobaczyły moje oczy, to białe, oślepiające światło. Znów moja szansa zniknęła. Nie pozwolą mi odejść, nie rozumieją, że ja tego chcę. Ratują mnie wbrew mnie, a przecież jestem tam już stałym bywalcem. Czy oni na prawdę nie mogą się nauczyć, że ja chcę tego? Czy za każdym razem będą przywracać mnie do życia i prawić mi morały po to, bym za jakiś czas znów tam trafiła? Zabierzcie mnie stąd, bo nie chcę już znać siebie, ich. Nie chcę już tego, zabierzcie mnie.
Od razu ją to zaciekawiło. Nie zwlekając weszła na portal, na którym znalazła owe wyznanie. Było tego więcej. O wiele więcej. Wiele problemów sprowadzających się do jednego - oni chcieli umrzeć. Nawet nie zorientowała się, kiedy zasnęła z tabletem na kolanach. W tym czasie Zayn wziął prysznic i zamierzał się położyć, wcześniej jednak sięgnął bo sprzęt dziewczyny, by odłożyć go na biurko. Rzucił okiem na ekran i to co zobaczył przeraziło go. Spojrzał wystraszony na przyjaciółkę. Nie chciał jej budzić, jednak to co ujrzał, wzbudziło w nim niepokój. Postanowił, że porozmawia z nią o tym rano i gasząc lampkę przeszedł do łóżka i położył się przytulając Jade. Bał się o nią bardziej niż kiedykolwiek indziej. Zerwał się w nocy. Cały spocony. Ciężko łapał oddech. Spojrzał obok siebie. Była. Próbował wyrównać swój oddech. Na marne. Wiedział, że nie zaśnie. Usiadł na brzegu łóżka i chciał wstać, ale powstrzymał go zaspany głos przyjaciółki:
- Coś się stało? Zerwałeś się tak nagle - zdziwił się. Nie spała od dłuższej chwili. Przez dłuższy moment panowała niczym nieskalana cisza:
- Idę do łazienki, miałem zły sen - mruknął i wstał. Było słychać tupot jego gołych stóp na panelach, skrzypnięcie drzwiami, włączenie pstryczka i szum wody. Obmył kilkakrotnie twarz zimną wodą z nadzieją, że zmyje z pamięci resztki tego snu, jednak na marne. Musiał z nią porozmawiać o tym, natychmiast. Jeszcze raz obmył twarz wodą i skierował się do pokoju. Po omacku doszedł do łóżka:
- Śpisz? - zapytał. Usłyszał szelest kołdry:
- Nie - szepnęła przejeżdżając palcem po policzku. Podejrzewał, iż płakała.
- Co się z tobą dzieje? - zapytał ściskając jej dłoń w swojej. Pociągnęła nosem.
- Nic - wymamrotała, a po jej głosie poznał, że płakała.
- Jade, nie kłam, że nic, kiedy widzę. Płaczesz i to w nocy, przeglądasz jakieś portale o próbach samobójczych - rzucił i już po chwili żałował, że w porę nie ugryzł się w język.
- Grzebałeś na moim tablecie? - syknęła podnosząc się momentalnie.
- Odkładałem go, zasnęłaś, a strona została. Jade, co jest? - mówił spokojnie gładząc jej rękę. Wyrwała się.
A może to wtedy zrozumiała, że to ona coś skrywa, nie on?
- Daj sobie pomóc, Jade - szepnął. Ta załkała cicho i wtuliła się w niego niczym dziecko. Potrzebowała go teraz bardziej, niż kiedykolwiek indziej.Siedzieli tak dłuższą chwilę, pozwolił jej się wypłakać i uspokoić się. W końcu ona, ciężko łapiąc oddech zaczęła:
- To było 2 lata temu. Zanim zaczęliśmy się przyjaźnić - mówiła co chwila łapiąc oddech, z czym wciąż miała problem, przez płakanie - wtedy On zerwał ze mną. Eric powiedział, że jestem beznadziejną suką i potrzebował mnie tylko na raz - tu załkała cicho, wspomnienia bolały ją - przez rok oczywiście miałam spokój, aż to tej sytuacji ... - mruknęła. Zayn dobrze wiedział, o jakiej sytuacji mówi. Byli wtedy na imprezie, zabrał ją z okazji jej urodzin. Oczywiście jak zawsze byli blisko siebie. Pech Jade chciał, że on też tam był. Podszedł do niej, uderzył ją w twarz, po czym zaczął zaczepiać Zayn'a. Ten, zdenerwowany tym, jak potraktował przyjaciółkę zaczął szarpać się z kolesiem, polało się trochę krwi. Przerodziło się to w niemałą bójkę, obydwoje zostali wywaleni z klubu, dodatkowo zawiezieni na izbę wytrzeźwień. Na drugi dzień Jade przyjechała z Trishą po Zayn'a. W tym samym czasie kilku świadków bójki złożyło zeznania policji, w efekcie Zayn miał wszystko umorzone, gorszy los czekał Erica. Trafił na 2 miesiące prac społecznych i dostał dwumiesięczny nadzór całodobowy. Kiedy kara dobiegła końca zaczął prześladować Jade. Wysyłał jej listy z pogróżkami, na jej stary adres. Wtedy to zadecydowała o przeprowadzce. Miesiąc spokoju, odnalazł ją. I powtórka z atrakcji. Aż do wczoraj.
- I co dalej? - spytał Zayn, kiedy ta milczała dłuższą chwilę.
- Wczoraj, kiedy go zwinęli, policjant powiedział, że powinnam złożyć zeznania, aby mogli wymierzyć mu jakąś karę - szepnęła.
- No to na co czekasz? - chłopak nadal nie mógł zrozumieć.
- On mi coś zrobi, jeśli zeznam, rozumiesz? To jak z deszczu pod rynnę. Zayn, ja nie mogę tam iść - znów wybuchnęła płaczem. Przytulił ją i policzkiem gładził jej włosy.
- Jade, to jedyna droga by to zakończyć - szepnął starając się uspokoić roztrzęsioną przyjaciółkę.
- Na jakiś czas, on później wyjdzie i tak w kółko. Zrozum, to jest błędne koło - mówiła przez łzy. Nie odpowiedział nic, wiedział, że teraz żadne tłumaczenia i tak na nic się nie zdadzą, Jade miała zbyt zszargane nerwy, aby cokolwiek do niej docierało. W końcu, znużona płakaniem, zasnęła w ciepłych objęciach Mulata. Ten siedział cały czas kołysząc się delikatnie, jakby bał się, że jak przestanie, ona się obudzi. W końcu jednak i jego dopadł sen.
Obudził się, jak sądził, dość późno. Przetarł oczy i zerknął na zegarek. 10. Leniwie wstał i przeciągając się, skierował się do kuchni. Przy stole siedziała Safaa jedząc tosty z Nutellą, a o zlewozmywak opierała się Jade z kubkiem kawy w dłoni.
- Nie mogę - mruknęła mała oblizując palce z czekolady.
- Skarbie, zlizałaś tylko nutellę, nie widziałam ani gryza chleba. Nie zjesz, to nie będziesz miała siły na domek na drzewie i zobaczysz, zabiorę ci go - mówiła ciepło i w sposób żartobliwy.
- Ooo nieee! Zayn i Greg zrobili go dla mnie! Niall pomalował go dla mnie! - krzyknęła zdegustowana ośmiolatka i szybko pochłonęła tosty.
- To ja idę na dwór! - krzyknęła wycierając brudne rączki w koszulkę. Jade roześmiała się do niej i zabrała talerz ze stołu, od razu myjąc go pod bieżącą wodą.
- O, wstałeś - dopiero zauważyła, że w rogu stał Zayn, obserwując ją z uśmiechem na twarzy.
- Tak, dzień dobry - powitał ją i ruszył do ekspresu. Jedyne, o czym teraz marzył, to mocna kawa, która go porządnie rozbudzi.
- Zayn, głupku, ubierz się! Zaraz przyjdzie do mnie Frankie! - krzyknęła Safaa, która przebiegała akurat do pokoju po zabawki.
- Przecież nie chodzę nago! - odkrzyknął.
- Ale prawie tak, majtki się nie liczą - warknęła ciągnąc za sobą wózek pełen lalek, pluszaków i zestawów do "herbatek". Mulat spojrzał zdezorientowany:
- I w ten oto sposób ośmiolatka ustawia cię po kątach, tak, jak jej się widzi - podsumowała Jade i roześmiała się.
A może właśnie takiej zwyczajnej atmosfery potrzebowała, by zapomnieć o problemach?
Mulat powędrował do salonu z kubkiem gorącej kawy i odkładając go na stolik, sięgnął spodnie ze suszarki. Wciągnął je i biorąc kubek powędrował otworzyć drzwi. Powitała go uśmiechnięta od ucha do ucha niebieskooka blondyneczka, z włosami związanymi w warkoczyki.
- Jest Safaa? - zapytała cały czas się uśmiechając.
- Jest w ogrodzie - Mulat wpuścił dziewczynkę do środka, a ta w radosnych podskokach pobiegła w kierunku tarasu. Słyszał jeszcze, jak siostra pytała się Frankie, czy Zayn ubrał się łaskawie. Parsknął na to śmiechem i poszedł do pokoju. Jade znów siedziała na parapecie przy otwartym oknie i paliła papierosa, którego zapewne wzięła z paczki, którą zostawił na biurku.
- Zayn, pójdziesz tam ze mną? - zapytała ni stąd ni zowąd.
- Oczywiście - odparł.
- Teraz? - zamyślił się na chwilę, lecz po chwili przytaknął.
- Tylko zadzwonię do Nialla, czy przyjdzie zaopiekować się tymi dwiema - wskazał palcem w okno i sięgnął po telefon. Blondwłosy Irlandczyk chętnie się zgodził i już niedługo przybył pod dom Malików. Zayn, mimo, że nie przepadał za nim, ufał mu, bo wiedział, że ma bardzo dobre podejście do dzieci a jego siostra przepada za Horanem. Podziękował mu i łapiąc Jade pod rękę wyszli. Wsiedli do taksówki i już po kilkunastu minutach znajdowali się pod komisariatem. Zayn zauważył, że czerwonowłosa jest coraz bardziej nerwowa, więc złapał ją za rękę, a kiedy spojrzała na niego, uśmiechnął się do niej pokrzepiająco. Odpowiedziała gorzkim uśmiechem i ruszyła ciągnąc go za sobą. Chciała mieć tą sprawę za sobą.
- W sprawie Erica Dumblera - powiedziała do policjanta w okienku i już po chwili siedziała naprzeciw jakiegoś mundurowego kurczowo ściskając dłoń Zayn'a.
- To zaczęło się rok temu. Eric jest moim byłym, spotkaliśmy się w zeszłym roku w klubie, gdzie byłam z Zayn'em. - wskazała wzrokiem na Mulata - doszło do bójki, za co z resztą był ukarany na dwa miesiące prac i nadzoru całodobowego. Kiedy kara minęła zaczął mnie nękać, wysyłać listy z pogróżkami. Przeprowadziłam się, ale on po miesiącu i tak mnie znalazł - mówiła coraz ciszej, a jej oczy napełniły się łzami - przedwczoraj znów przyszedł pod mój dom - poczuła łzy zalewające jej policzki. Wiedziała, że nie będzie w stanie wydusić ani słowa. Otworzyła usta, ale nie potrafiła wydobyć z siebie najcichszego słowa:
- Dobijał się do niej, ale zgarnęli go. Teraz wy go chyba przetrzymujecie tak? - dokończył Zayn, ponieważ dobrze znał ten stan, w który wpadła przyjaciółka. Dziewczyna tylko potaknęła na prawdziwość słów Mulata i starała się jakoś powstrzymywać łzy, jednak na marne.
- Czy ma pani zachowaną tę korespondencję? - zapytał policjant, a ona skinęła tylko na znak, że tak.
- W takim razie prosiłbym w jak najszybszym tempie dostarczyć ją nam, a wtedy będziemy mogli podjąć pełen proces - oznajmił i wypuścił ich.
- Dostarczymy je niedługo - mruknęła Jade i wyszli. Poprosiła Zayn'a aby jechali do niej do domu i dowieźli te listy. Jak chciała, tak zrobili. Już po godzinie cała korespondencja spoczęła w rękach policji.
- W najbliższym czasie odezwiemy się do pani i proszę być spokojną - powiedział pokrzepiająco mundurowy.
- Byłaś dzielna skarbie, teraz będzie już tylko lepiej - gdy tylko wyszli Zayn zamknął ją w żelaznym uścisku. Ta cichutko załkała i przytaknęła. Przytulił ją jeszcze mocniej i zaproponował, aby poszli do pobliskiej restauracji na kawę, jednak ona przeprosiła go wyrażając swoją niechęć do jakiegokolwiek pokazywania się w tym stanie w miejscach publicznych. Nie upierał się, rozumiał, co przechodzi teraz Jade, dlatego wrócili do domu.
___________________________________________
jakiś taki ni w dupę ni w oko wyszedł, długi, ale chyba trochę popieprzony :o
ostatnio miło się zaskoczyłam, serio widzę, że mam tutaj kilku czytelników i
jestem z tego powodu dumna, bo wątpiłam w to, aby ktokolwiek chciał zwrócić
uwagę na moje wypociny a tu taka niespodzianka. dziękuje wam.
btw. jeśli chcesz być informowanym o nowych rozdziałach dopisz w swoim komentarzu nick z TT
niedziela, 16 grudnia 2012
2. "Nigdy więcej mi tego nie rób..."
Wszedł cicho do domu zamykając za sobą drzwi wejściowe i już zamierzał skierować się do pokoju, gdy podbiegła do niego rozweselona ośmiolatka i od razu rzuciła mu się w ramiona. Wziął młodszą siostrę na ręce i pozwolił jej wtulić się w zagłębienie jego szyi.
- Gdzie byłeś? - zapytała cicho nie odrywając się od brata.
- Z Jade - szepnął. Dziewczynka spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
- Przyjdziesz później do ogrodu? Chcę ci coś powiedzieć, dobrze? - zeskoczyła z rąk brata i wybiegła przed dom śmiejąc się. Zayn spojrzał w jej kierunku i kręcąc głową poszedł do pokoju przebrać się. Sięgnął po ulubione szare dresy i niebieską koszulkę. Kierując się na ogród zahaczył jeszcze o kuchnię i wgryzając się w jabłko poszedł do siostry.
- Co się stało? - spojrzał na nią. Odwzajemniła spojrzenie:
- Moja koleżanka pokazała mi wczoraj domek na drzewie. Zbudujesz mi też? - zrobiła maślane oczy.
- A co na to mama? - zapytał.
- Zgodziła się - krzyknęła rozentuzjazmowana Safaa. Ugryzł kolejny kawałek jabłka.
- Zayn no proszę! Przecież ty umiesz, wiem to! Dlaczego nic nie mówisz? Pewno nie chcesz nie? Wiedziałam! Poproszę Grega, on mi zbuduje, idź już! - krzyknęła na brata, ponieważ nie lubiła jego milczenia.
- Przecież ja nic nawet nie powiedziałem - zachichotał, a na te słowa w oczach dziewczynki zatańczyło miliony iskierek. Rzuciła się na Mulata i krzycząc, że jest najwspanialszym bratem na całym świecie obsypywała jego policzki pocałunkami. Zaśmiał się i z siostrą na rękach poszedł do domu. Sięgnął po telefon i zadzwonił do Grega z prośbą, aby przyszedł mu pomóc. Tamten od razu się zgodził i dodał, że zabierze ze sobą pomocnika. Zayn od razu wiedział, że Greg przyjedzie ze swoim bratem.
- Idź się pobaw, a ja niedługo zacznę, dobrze? - uśmiechnął się do ośmiolatki a ta ochoczo pokiwała głową i zniknęła za drzwiami swojego pokoju. Tymczasem brunet przebrał się w dżinsowe szorty i czarną bokserkę i ze szklanką zimnej coli w ręku poszedł otworzyć drzwi.
- No cześć, to gdzie nasza mała królewna? - od progu przywitał go roześmiany blondyn.
- Pokój - mruknął witając się z przyjacielem. Jego brat od razu pobiegł do Safy i już po chwili w całym domu rozbrzmiewały ich śmiechy. Zayn podziwiał Niall'a za to, że zawsze potrafił rozbawić jego młodszą siostrę, miał bardzo dobre podejście do dzieci.
- No to pomoc chyba nam czmychnęła, chodź, szkoda czasu - ponaglił Greg ściągając koszulę. Rzucił ją niedbale gdzieś w salonie i ruszył na ogród. Obydwaj przygotowali deski i stojąc przy nich, zastanawiali się gdzie umieścić domek. W końcu przystało na dużym orzechu, który stał w prawym rogu ogrodu. Nie tracąc czasu wzięli się do pracy. Po jakichś 3 godzinach mieli zbitą jedną ścianę i właśnie brali się za drugą, gdy przeszkodził im sąsiad Zayn'a.
- Można ciszej trochę? Jest pora na drzemkę, chciałbym odpocząć - syknął staruszek spoglądając złowrogo na dwóch chłopaków.
- Ta, nie ma opcji. My tutaj jak pan nie widzi pracujemy, nie ma ciszy nocnej, miłej drzemki - odburknął nonszalancko Zayn. Tamten spojrzał na niego rzucając w jego stronę kilka wyszukanych epitetów i zniknął za drzwiami.
- Chcecie lemoniady? - w oknie pojawiła się Safaa. Obydwaj potaknęli i już po chwili dziewczynka przy pomocy Niall'a przyniosła im dzbanek zimnej lemoniady. Wypili po szklance i wrócili do pracy, chcieli to dziś skończyć.
- Szlag by to ! - wrzasnął Zayn przytrzaskując sobie palca młotkiem. Ścisnął rękę między kolanami i rzucał przekleństwa pod nosem. Po chwili, kiedy ból stał się mniej pulsujący złapał za narzędzie i powrócił do pracy. Koło 21 wszystko było gotowe, wystarczyło pomalować, ale stwierdzili, że dziś są zbyt wyczerpani i koniec końców Niall zaoferował się, że przyjdzie jutro z samego rana i pomaluje domek, bo dziś nie pomógł nic a nic.
- Dziękuje wam, kocham was! - krzyczała ośmiolatka biegając dookoła trójki chłopaków.
- To do jutra, pa Safaa! - pomachał blondyn i zniknął z Gregiem w samochodzie. Niedługo po ich wyjściu do domu wróciła Trisha, więc dziewczynka nie czekając pociągnęła mamę w stronę ogrodu, by pokazać domek.
- No Zayn, jestem pod wrażeniem - uśmiechnęła się do syna.
- Greg mi pomógł - mruknął skacząc po kanałach. Zatrzymał się na HBO gdzie akurat leciał jego ulubiony film, Scarface. Zatopił swój wzrok w ekranie, nawet nie zorientował się kiedy zasnął. Obudził się oczywiście na kanapie w salonie, z tym wyjątkiem, że ktoś przykrył go kocem. Wstał i drapiąc się po głowie sięgnął telefon. 3 nieodebrane połączenia i wszystkie od Jade. Bez namysłu wybrał jej numer, jednak nie odbierała. Spróbował ponownie i nic. Kolejny raz i następny. Głucho. Wystraszony zerwał się na równe nogi i w pośpiechu wykonując poranną toaletę przebrał się i wybiegł. Szybko dotarł do domu dziewczyny, w duchu dziękując, że mieszka niedaleko. Zapukał i nic. Dzwonił i nic. Wyjął znad daszku klucz zapasowy, który zawsze tam był schowany, na wypadek gdyby chciał do niej wpaść i trzęsącą się ręką próbował ucelować do dziurki od klucza. Po kilku nieudanych próbach w końcu mu się to udało, więc wbiegł do środka zostawiając otwarte na oścież drzwi. Rozejrzał się dookoła i stwierdził, że wszystko było bez zmian. Skierował się do pokoju Jade. Spała. Poczuł ulgę. Podszedł bliżej niej i spojrzał na nią. Spała spokojnie nieświadoma tego, co on właśnie przeżył. Przewrócił oczami:
- Nigdy więcej mi tego nie rób - szepnął w jej stronę i skierował się, by zamknąć drzwi. Wrócił do pokoju czerwonowłosej i usiadł na parapecie przypatrując się dziewczynie. Postanowił ją zaskoczyć, więc ruszył do kuchni i przygotował dla dziewczyny naleśniki z czekoladą oraz aromatyczną kawę. Kładąc wszystko na tacy wrócił do jej pokoju. Nadal spała. Delikatnie potrząsnął jej ramieniem, a ta leniwie obróciła się na drugi bok i zakrywając się kołdrą po sam czubek nosa, wymamrotała coś, czego kompletnie nie zrozumiał. Po chwili jednak poderwała się i o mały włos, a uderzyłaby chłopaka w twarz:
- Chcesz, żebym umarła na zawał?! - krzyknęła rzucając w niego poduszką, aby w ten sposób wyładować złość, lecz po chwili zeszła z łóżka i przytuliła się do niego.
- Raczej ja powinienem o to zapytać. Co się stało? - spojrzał na nią, a ta usiadła po turecku na kołdrze i sięgnęła po śniadanie, które jej przygotował.
- Ah, no tak. Wiesz, on tu był, znaczy nie wpuściłam go, ale dobijał się chyba z 30 minut - wymamrotała biorąc dużego łyka kawy. Widziała, że zacisnął zęby.
- Czego on tu jeszcze szuka? - warknął.
- Nie denerwuj się, zgarnęła go policja. Ale wiesz, no raczej niemiło się zachowywał przed moimi drzwiami - odparła cicho zabierając się za jedzenie naleśników, jednak doszła do wniosku, że i tak nie będzie w stanie niczego przełknąć, więc odłożyła talerz na tacę.
- Tylko skąd on wiedział, gdzie się przeprowadziłam? - szepnęła. Usiadł naprzeciw jej i ścisnął jej dłoń w swojej.
- Jeśli chcesz, zamieszkaj u mnie na jakiś czas. Dla twojego dobra - cały czas mówili ściszonym głosem.
- O nie! Nie! Nie ma mowy. Zapomnij - zerwała się i zaczęła krążyć po pokoju ale po chwili usiadła, a po jej policzkach spłynęły łzy.
- Boję się - mruknęła ścierając je wierzchem dłoni. Chłopak przycisnął ją mocno do siebie i powtórzył swoją propozycję. Długo nie odpowiadała, bo bała się, że przez to, sprowadzi i na niego jakieś problemy, a tego nie chciała.
_________________________________________
Krótszy niż ostatni, ale co tam :D
so, so, so dodaję 2 w tym tygodniu więc nie wiem, kiedy będzie następny, bo raczej mam pomysł, który wymaga czasu, żeby go napisać, bynajmniej tak, abym ja też czuła się trochę dumna.
Ten wyszedł mi taki - sobie, czuje, że mogłam lepiej, ale mój głupi brat wydziera mi się nad uchem i trzepie się, żebym mu oddała laptopa, więc to jego zasługa.
- Gdzie byłeś? - zapytała cicho nie odrywając się od brata.
- Z Jade - szepnął. Dziewczynka spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
- Przyjdziesz później do ogrodu? Chcę ci coś powiedzieć, dobrze? - zeskoczyła z rąk brata i wybiegła przed dom śmiejąc się. Zayn spojrzał w jej kierunku i kręcąc głową poszedł do pokoju przebrać się. Sięgnął po ulubione szare dresy i niebieską koszulkę. Kierując się na ogród zahaczył jeszcze o kuchnię i wgryzając się w jabłko poszedł do siostry.
- Co się stało? - spojrzał na nią. Odwzajemniła spojrzenie:
- Moja koleżanka pokazała mi wczoraj domek na drzewie. Zbudujesz mi też? - zrobiła maślane oczy.
- A co na to mama? - zapytał.
- Zgodziła się - krzyknęła rozentuzjazmowana Safaa. Ugryzł kolejny kawałek jabłka.
- Zayn no proszę! Przecież ty umiesz, wiem to! Dlaczego nic nie mówisz? Pewno nie chcesz nie? Wiedziałam! Poproszę Grega, on mi zbuduje, idź już! - krzyknęła na brata, ponieważ nie lubiła jego milczenia.
- Przecież ja nic nawet nie powiedziałem - zachichotał, a na te słowa w oczach dziewczynki zatańczyło miliony iskierek. Rzuciła się na Mulata i krzycząc, że jest najwspanialszym bratem na całym świecie obsypywała jego policzki pocałunkami. Zaśmiał się i z siostrą na rękach poszedł do domu. Sięgnął po telefon i zadzwonił do Grega z prośbą, aby przyszedł mu pomóc. Tamten od razu się zgodził i dodał, że zabierze ze sobą pomocnika. Zayn od razu wiedział, że Greg przyjedzie ze swoim bratem.
- Idź się pobaw, a ja niedługo zacznę, dobrze? - uśmiechnął się do ośmiolatki a ta ochoczo pokiwała głową i zniknęła za drzwiami swojego pokoju. Tymczasem brunet przebrał się w dżinsowe szorty i czarną bokserkę i ze szklanką zimnej coli w ręku poszedł otworzyć drzwi.
- No cześć, to gdzie nasza mała królewna? - od progu przywitał go roześmiany blondyn.
- Pokój - mruknął witając się z przyjacielem. Jego brat od razu pobiegł do Safy i już po chwili w całym domu rozbrzmiewały ich śmiechy. Zayn podziwiał Niall'a za to, że zawsze potrafił rozbawić jego młodszą siostrę, miał bardzo dobre podejście do dzieci.
- No to pomoc chyba nam czmychnęła, chodź, szkoda czasu - ponaglił Greg ściągając koszulę. Rzucił ją niedbale gdzieś w salonie i ruszył na ogród. Obydwaj przygotowali deski i stojąc przy nich, zastanawiali się gdzie umieścić domek. W końcu przystało na dużym orzechu, który stał w prawym rogu ogrodu. Nie tracąc czasu wzięli się do pracy. Po jakichś 3 godzinach mieli zbitą jedną ścianę i właśnie brali się za drugą, gdy przeszkodził im sąsiad Zayn'a.
- Można ciszej trochę? Jest pora na drzemkę, chciałbym odpocząć - syknął staruszek spoglądając złowrogo na dwóch chłopaków.
- Ta, nie ma opcji. My tutaj jak pan nie widzi pracujemy, nie ma ciszy nocnej, miłej drzemki - odburknął nonszalancko Zayn. Tamten spojrzał na niego rzucając w jego stronę kilka wyszukanych epitetów i zniknął za drzwiami.
- Chcecie lemoniady? - w oknie pojawiła się Safaa. Obydwaj potaknęli i już po chwili dziewczynka przy pomocy Niall'a przyniosła im dzbanek zimnej lemoniady. Wypili po szklance i wrócili do pracy, chcieli to dziś skończyć.
- Szlag by to ! - wrzasnął Zayn przytrzaskując sobie palca młotkiem. Ścisnął rękę między kolanami i rzucał przekleństwa pod nosem. Po chwili, kiedy ból stał się mniej pulsujący złapał za narzędzie i powrócił do pracy. Koło 21 wszystko było gotowe, wystarczyło pomalować, ale stwierdzili, że dziś są zbyt wyczerpani i koniec końców Niall zaoferował się, że przyjdzie jutro z samego rana i pomaluje domek, bo dziś nie pomógł nic a nic.
- Dziękuje wam, kocham was! - krzyczała ośmiolatka biegając dookoła trójki chłopaków.
- To do jutra, pa Safaa! - pomachał blondyn i zniknął z Gregiem w samochodzie. Niedługo po ich wyjściu do domu wróciła Trisha, więc dziewczynka nie czekając pociągnęła mamę w stronę ogrodu, by pokazać domek.
- No Zayn, jestem pod wrażeniem - uśmiechnęła się do syna.
- Greg mi pomógł - mruknął skacząc po kanałach. Zatrzymał się na HBO gdzie akurat leciał jego ulubiony film, Scarface. Zatopił swój wzrok w ekranie, nawet nie zorientował się kiedy zasnął. Obudził się oczywiście na kanapie w salonie, z tym wyjątkiem, że ktoś przykrył go kocem. Wstał i drapiąc się po głowie sięgnął telefon. 3 nieodebrane połączenia i wszystkie od Jade. Bez namysłu wybrał jej numer, jednak nie odbierała. Spróbował ponownie i nic. Kolejny raz i następny. Głucho. Wystraszony zerwał się na równe nogi i w pośpiechu wykonując poranną toaletę przebrał się i wybiegł. Szybko dotarł do domu dziewczyny, w duchu dziękując, że mieszka niedaleko. Zapukał i nic. Dzwonił i nic. Wyjął znad daszku klucz zapasowy, który zawsze tam był schowany, na wypadek gdyby chciał do niej wpaść i trzęsącą się ręką próbował ucelować do dziurki od klucza. Po kilku nieudanych próbach w końcu mu się to udało, więc wbiegł do środka zostawiając otwarte na oścież drzwi. Rozejrzał się dookoła i stwierdził, że wszystko było bez zmian. Skierował się do pokoju Jade. Spała. Poczuł ulgę. Podszedł bliżej niej i spojrzał na nią. Spała spokojnie nieświadoma tego, co on właśnie przeżył. Przewrócił oczami:
- Nigdy więcej mi tego nie rób - szepnął w jej stronę i skierował się, by zamknąć drzwi. Wrócił do pokoju czerwonowłosej i usiadł na parapecie przypatrując się dziewczynie. Postanowił ją zaskoczyć, więc ruszył do kuchni i przygotował dla dziewczyny naleśniki z czekoladą oraz aromatyczną kawę. Kładąc wszystko na tacy wrócił do jej pokoju. Nadal spała. Delikatnie potrząsnął jej ramieniem, a ta leniwie obróciła się na drugi bok i zakrywając się kołdrą po sam czubek nosa, wymamrotała coś, czego kompletnie nie zrozumiał. Po chwili jednak poderwała się i o mały włos, a uderzyłaby chłopaka w twarz:
- Chcesz, żebym umarła na zawał?! - krzyknęła rzucając w niego poduszką, aby w ten sposób wyładować złość, lecz po chwili zeszła z łóżka i przytuliła się do niego.
- Raczej ja powinienem o to zapytać. Co się stało? - spojrzał na nią, a ta usiadła po turecku na kołdrze i sięgnęła po śniadanie, które jej przygotował.
- Ah, no tak. Wiesz, on tu był, znaczy nie wpuściłam go, ale dobijał się chyba z 30 minut - wymamrotała biorąc dużego łyka kawy. Widziała, że zacisnął zęby.
- Czego on tu jeszcze szuka? - warknął.
- Nie denerwuj się, zgarnęła go policja. Ale wiesz, no raczej niemiło się zachowywał przed moimi drzwiami - odparła cicho zabierając się za jedzenie naleśników, jednak doszła do wniosku, że i tak nie będzie w stanie niczego przełknąć, więc odłożyła talerz na tacę.
- Tylko skąd on wiedział, gdzie się przeprowadziłam? - szepnęła. Usiadł naprzeciw jej i ścisnął jej dłoń w swojej.
- Jeśli chcesz, zamieszkaj u mnie na jakiś czas. Dla twojego dobra - cały czas mówili ściszonym głosem.
- O nie! Nie! Nie ma mowy. Zapomnij - zerwała się i zaczęła krążyć po pokoju ale po chwili usiadła, a po jej policzkach spłynęły łzy.
- Boję się - mruknęła ścierając je wierzchem dłoni. Chłopak przycisnął ją mocno do siebie i powtórzył swoją propozycję. Długo nie odpowiadała, bo bała się, że przez to, sprowadzi i na niego jakieś problemy, a tego nie chciała.
_________________________________________
Krótszy niż ostatni, ale co tam :D
so, so, so dodaję 2 w tym tygodniu więc nie wiem, kiedy będzie następny, bo raczej mam pomysł, który wymaga czasu, żeby go napisać, bynajmniej tak, abym ja też czuła się trochę dumna.
Ten wyszedł mi taki - sobie, czuje, że mogłam lepiej, ale mój głupi brat wydziera mi się nad uchem i trzepie się, żebym mu oddała laptopa, więc to jego zasługa.
sobota, 15 grudnia 2012
1. "Może mi jeszcze zarzucisz, że szaleję za tobą?"
Siedzieli i oglądali telewizję i właściwie nic nie wskazywało na to, że cokolwiek będzie w stanie zakłócić im tę sielankę. Jednak na nieszczęście Mulata jego matka pojawiła się wcześniej. Od razu naskoczyła na syna, za to, że znów wagaruje. Ten tylko zbył ją znudzonym spojrzeniem podczas, gdy Greg wolał się ulotnić. Nie chciał mieszać się w kłótnie Malików. Kiedy Irlandczyk wyszedł w domu Zayn'a rozpętało się prawdziwe piekło.
- Co ty sobie wyobrażasz? Dlaczego znów opuszczasz lekcje? Serio chcesz znów nie zdać?! - Trisha była bliska załamania nerwowego.
- To tylko jeden dzień - mruknął spuszczając wzrok.
- Powiedziałeś po raz etny w tym roku szkolnym. Robię wszystko, żebyś miał jak najlepiej, urobię się po łokcie, ale nie widzę żadnej wdzięczności z twojej strony! Zero! - krzyczała, a z jej oczu płynęły łzy bezsilności. Przytulił ją, jednak z jego ust nie wypłynęło choćby jedno słowo skruchy. Było mu przykro, że po raz kolejny doprowadził matkę do płaczu, ale mimo to nigdy jej nie przeprosił. Uważał, że ona wie, że jemu jest przykro, słowa są zbędne.Kiedy Trisha już uspokoiła się trochę spojrzała jeszcze raz na syna, a w jej oczach było widać kompletne rozczarowanie. To go zabolało bardziej niż cokolwiek innego. Był przyzwyczajony do tego, że matka płacze, krzyczy na niego, ale nigdy nie spojrzała na niego w taki sposób.
- Przepraszam mamo - mruknął cicho, z nadzieją, że pozbędzie się tego głupiego uczucia.
- Coś ty powiedział? - była zaskoczona. Nie pamiętała aby Zayn kiedykolwiek ją przeprosił, tym bardziej więc trudno było jej w to uwierzyć.
- Nie będę się powtarzać - burknął.Trish uśmiechnęła się do niego i delikatnie pogładziła dłonią jego policzek. Od razu przed oczami chłopaka stanęło całe jego dzieciństwo. Zawsze tak robiła, aby go pocieszyć.Odsunął się i mówiąc, że jest zmęczony poszedł do pokoju. Kiedy już zatrzasnął drzwi, wyjął telefon i zadzwoniły do Jade. Wiedział, że przyjaciółka na pewno pójdzie z nim na imprezę, zawsze z nim szła. Nieomylnie, dziewczyna powiedziała, że przyjdzie do niego za godzinę i rozłączyła się nim on zdążył odpowiedzieć. Zawsze tak robiła. Poszedł do łazienki i wziął długi, relaksujący prysznic, po czym czmychnął w kierunku szafy z ręcznikiem przewiązanym w pasie. Wertował ubrania wzrokiem zastanawiając się w co się ubrać.
- Gdzieś się wybierasz? - usłyszał głos matki, jednak chwilę potrwało, nim zareagował na pytanie.
- Tak, idę z Jade do klubu - odpowiedział ściągając z wieszaka białą koszulkę polo Lacoste - nie widziałaś moich czarnych spodni? - zapytał widząc, że Trisha nadal stoi w jego pokoju.
- Leżą na łóżku. O której zamierzasz wrócić? - wskazała palcem na leżące spodnie i kontynuowała rozpoczęty temat.
- Dzięki - odparł sięgając po spodnie - nie wiem, ale zabiorę klucz, z resztą mamy zapasowy - mówił zamykając się w łazience. Przebrał się i wychodząc z łazienki złapał grzebień i lakier do włosów i stanął przed dużym lustrem na drzwiach szafy.
- Popraw jeszcze z lewej strony - kobieta podeszła do niego i wyrywając mu grzebień poprawiła jego fryzurę - tylko nie wracaj za późno, nie pij za dużo i uważaj na siebie - mówiła obserwując wciskającego na nogi białe Nike syna.
- Tak, tak. Pa - mruknął i całując matkę w policzek wybiegł otworzyć drzwi, do których ktoś namiętnie się dobijał. Od razu domyślił się, że to Jade. Przywitała go uśmiechnięta twarz opleciona czerwonymi lokami.
- Idziemy? - zapytała poprawiając swoją czarną sukienkę.
- Tak, hej - pocałował ją w policzek i zamknął drzwi. Ruszyli w kierunku ich ulubionego klubu. Zawsze szli tam pieszo, mimo, że był to spory kawałek drogi.
- Dlaczego nie byłeś w szkole? Nawet nie wiesz, jakie katusze cierpiałam, nie mając do kogo gęby otworzyć - powiedziała z wyrzutem. Zayn spojrzał na nią unosząc jedną brew w geście niedowierzania:
- Ty nie miałaś do kogo gęby otworzyć? Ty? Mówi to panna, która ledwo znajduje dla mnie 5 minut na przerwach, bo jest oblegana przez zaślinionych facetów, którzy tylko czekają, aż ich o coś poprosi? - rzucił wytykając dziewczynie jej popularność w szkole. Ona tylko cmoknęła z dezaprobatą i spojrzała na przyjaciela mrużąc oczy:
- I mówi to koleś, który dałby wiele, by być na miejscu tamtych frajerzyn? - Zayn pokręcił głową z niedowierzania.
- Może mi jeszcze zarzucisz, że szaleję za tobą? - odparł przejeżdżając językiem po zębach.
- A czy nie to właśnie chciałeś usłyszeć? - drążyła.
- To chyba ty skarbie, bo ja nie - prychnął i już po chwili Jade uderzyła go w ramię. Zaśmiał się pod nosem, bo jak zwykle potrafił szybko przywrócić granicę w ich droczeniu się, co szczerze denerwowało czerwonowłosą. Wynikało to poniekąd z faktu, iż wtedy mogła powiedzieć, co myśli a on i tak brał to za żart, czego nie zawsze chciała. Zdenerwowana wsunęła rękę w spodnie chłopaka wiedząc, że znajdzie w nich paczkę mentolowych Malboro. Nieomylnie. Wzięła papierosa do ust i odpaliła go zaciągając się do samych płuc.
- Nie pal - wyrwał jej papierosa i zdeptał.
- Ty mnie tego nauczyłeś - wytknęła mu. Taka była prawda. To on nauczył ją do palenia i przyzwyczaił do copiątkowego wypadu na imprezę. Miewał chwile, kiedy szczerze tego żałował, bo Jade kiedyś, za nim jeszcze zaprzyjaźniła się z nim była zwykłą, nieśmiałą blondynką, która miała robić z nim projekt. Od tego czasu minęły 2 lata a oni byli nierozłączni, stworzyli swoje rytuały od których nigdy nie odbiegali.Weszli do klubu. Powietrze było przesycone zapachem tytoniu i alkoholu. Gdzie by się nie obejrzeć, wszyscy byli wstawieni, a przy tym bawili się dobrze. Usiedli przy barze i na sam początek wypili po szklance szkockiej z colą.
- To co, parkiet? - zapytała. Przytaknął i łapiąc ją za rękę ruszył w kierunku bujającego się tłumu. Przedarł się przez masę ludzi przy okazji odganiając od siebie ocierające się o wszystko, co chodzi laski, po to by przyciągnąć bliżej siebie Jade. Nigdy nie uważał, że tańczy dobrze, w przeciwieństwie do osób, które obserwowały jego zgrabne i perfekcyjne ruchy.Akurat poleciała jego ulubiona piosenka - "The Big Bang", więc czuł się jak w raju, z resztą Jade również. Przetańczyli kilka piosenek uśmiechając się co jakiś czas do siebie, jednak dziewczyna odpadła, mówiąc, że bolą ją nogi.
- Następnym razem weź wyższe szpilki do mniej będą boleć - mruknął uszczypliwie w jej kierunku, na co ona wytknęła tylko język i poszła usiąść przy barze. Ciemnowłosy postanowił jednak jeszcze chwilę potańczyć, więc zaprosił do zabawy jakąś dziewczynę z kółeczka i już po chwili tańczył z nią podobnie jak to przed chwilą robił ze swoją przyjaciółką. Blondynka była zachwycona Zayn'em, więc nie szczędziła sobie w pytaniach i komplementach, co szczerze denerwowało Malika, bo nienawidził osób, które tylko gadają i gadają. Z czystej grzeczności uśmiechał się i co jakiś czas odpowiadał, jednak z każdą chwilą miał coraz bardziej dość dziewczyny i żałował, że nie poszedł usiąść z przyjaciółką, która również nie była zadowolona faktem, iż Zayn tańczy niebezpiecznie blisko z tą dziewczyną. Patrzyła na nic zmrużonym wzrokiem nerwowo zagryzając dolną wargę.
- Coś taka spięta? Może napijesz się czegoś? Hej, kelner. Tequilę z limonką dla tej ślicznej panny - do czerwonowłosej podszedł jakiś szatyn, który najwyraźniej na siłę próbował zarwać do niej czy po prostu zagadać.
- Nie piję, dziękuje - żachnęła się krzyżując ręce na piersi. "Gorszej wymówki nie miałaś idiotko?" pomyślała, jednak jej mina pozostawała niezmienna.Oczy chłopaka rozszerzyły się do granic możliwości i stanął jak wryty patrząc na dziewczynę z niedowierzaniem:
- Żartownisia - parsknął, jednak widząc poważny wyraz twarzy Jade spoważniał.
- Także ten, no to... Cześć - odszedł speszony, na co czerwonowłosa sięgnęła od kelnera kieliszek i przechyliła go, wypijając trunek "na raz". Po chwili obok niej pojawił się Zayn.
- Zmęczyłeś się amanciku? - szturchnęła go żartobliwie, na co on uśmiechnął się do niej złośliwie i usiadł.
- Nie, po prostu wolę spędzić czas z tobą - odparł spokojnie.
- Co? Zamęczająca laska? - parsknęła śmiechem. On zawstydzony przytaknął i zamówił znów po kieliszku szkockiej dla siebie i dla przyjaciółki.
- Ty też nie narzekałaś na brak towarzystwa - mruknął popijając alkohol.
- Jeśli można to tak nazwać, to tak - rzuciła przechylając szklankę. Skwitował to śmiechem i sięgnął do kieszeni po papierosa.
- Daj mi - wyciągnęła rękę, jednak on odsunął ją i pokręcił przecząco głową.
- Ostatni - pokazał pustą paczkę i włożył papierosa do ust, jednak ledwo zdążył go odpalić, a Jade już zabrała mu go i rozkoszowała się dymem wypełniającym jej płuca.
- Na pół albo wywalamy - żachnął się Zayn, więc dziewczyna wydmuchując dym podała mu papierosa. Siedzieli i palili, a już po chwili szaleli na parkiecie. Wyszli z klubu w momencie, gdy zaczęło robić się na prawdę chamsko. Na początku Jade nalegała, żeby jeszcze zostali, jednak kiedy do Zayn'a przykleiły się dwie wymalowane lale wyciągnęła do na zewnątrz mówiąc że źle się czuje. Denerwowało ją to, że zawsze koło 2 nad ranem ludzie są tak pijani, że po prostu tracą kontrolę i klub przypomina zwykły burdel.
- Co się stało? - brunet odgarnął kosmyki włosów opadające na twarz Jade. Ta oparła się na murek, tak, że stali na wprost siebie.
- No po prostu źle się poczułam, tam jest straszna duchota - wyjaśniła i żeby uwiarygodnić swoje kłamstewko wzięła kilka głębokich wdechów.
- No tak, wiesz, to obleganie i jak się ludzie lepią - mruknął, bo dobrze wiedział, że ona kłamie. Znał powód, dlaczego dziewczyna chciała wyjść, ale nie chciał jej docinać.
- No właśnie - skrzywiła się, na co on zagryzł wargę, aby nie parsknąć śmiechem. Na jego szczęście nie zauważyła tego.
- To co, mam cię odprowadzić do domu? - zapytał. Spojrzała na niego z uśmiechem:
- Zostaniesz u mnie, prawda? - odparła.
- Chodźmy - wyciągnął rękę w jej stronę, jednak nie uszli nawet 5 metrów, a Jade zatrzymała się.
- No co jest? - zapytał.
- Nic, nic - mruknęła cicho, a on już wiedział o co chodzi. Wziął ją na ręce, na co ona szepnęła mu ciche "dziękuje" i zarzucając ręce wokół jego szyi oparła głowę o jego bark.
- Wyższe następnym razem, serio - rzucił złośliwie, jednak ona nie miała już siły, by się z nim kłócić. Była zbyt zmęczona. Weszli do jej domu i nawet nie zapalając świateł Zayn od razu skierował się z prawie śpiącą Jade do jej królestwa. Delikatnie odłożył dziewczynę na łóżko i już miał wyjść kiedy usłyszał jej szept:
- Zostań - jak poprosiła tak zrobił. Usiadł na skraju łóżka, gładząc jej włosy.
- Dlaczego się nie kładziesz? - szepnęła otwierając oczy. Uśmiechnął się do niej i poszedł zamknąć drzwi wejściowe na klucz, po czym wrócił do pokoju Jade i położył się obok niej. Ta zaraz wtuliła się w niego i w mgnieniu oka zasnęła. On również niedługo po tym odpadł w ramiona morfeusza.
Zbudził się wczesnym porankiem, kiedy spojrzał na zegarek, była 7:00. Spojrzał na śpiącą Jade i po chwili olśniło go, że jest całkowicie uwięziony, gdyż dziewczyna nadal jest w niego wtulona. Uśmiechnął się w jej stronę i leżał, czekając aż się zbudzi. Nie trwało to długo, po chwili czuł na sobie intensywne spojrzenie dziewczyny. Spojrzał na nią i uśmiechnął się, a ona odpowiedziała mu tym samym.
- Czemu już nie śpisz? - zapytała zachrypniętym głosem.
- A ty? - odrzucił piłeczkę. Ona pokręciła głową.
- Nie lubię tej sukienki - zeszła z łóżka i poszła do łazienki, a po chwili wróciła w koszulce, która z resztą należała do bruneta. Położyła się na swoje poprzednie miejsce.
- That's why - mruknęła cicho. Zaśmiał się pod nosem i ręką gładził jej czerwone włosy. Jego ciepły dotyk sprawił, że znów zasnęła, z resztą jego też zmorzył jeszcze sen. Obudziła się szybciej niż on, więc cicho wymknęła się do kuchni, by naparzyć świeżej kawy. Zapach napoju roznosił się po całym domu, toteż niedługo po tym w progu pojawił się zaspany chłopak.
- Dla ciebie - podała mu czarny kubek.
- Dziękuje - mruknął cicho pijąc aromatyczną kawę. Usiadła na blacie natarczywie wpatrując się w bruneta. Nawet nie skontaktowała, że chłopak coś do niej mówił, ocknęła się dopiero kiedy pomachał jej ręką przed oczyma.
- Co? - warknęła.
- Pytałem co się tak gapisz, ale widzę, że jeszcze nie rozbudziłaś się, bo warczysz - powiedział ze śmiechem i całując dziewczynę w policzek wyszedł i skierował się do domu.
____________________________________________
Here it come.
Pisałam go dość późną porą więc wybaczcie, jeśli jest do dupy + ma błędy, chociaż nie powiem, bo sama trochę jestem nawet z niego zadowolona, jak nigdy moja twórczość, tak ten podoba mi się nawet.
W najbliższym czasie pojawi się kolejny rozdział, jednak najpierw chciałabym trochę może rozruszać bloga, ale nie wiem.
- Co ty sobie wyobrażasz? Dlaczego znów opuszczasz lekcje? Serio chcesz znów nie zdać?! - Trisha była bliska załamania nerwowego.
- To tylko jeden dzień - mruknął spuszczając wzrok.
- Powiedziałeś po raz etny w tym roku szkolnym. Robię wszystko, żebyś miał jak najlepiej, urobię się po łokcie, ale nie widzę żadnej wdzięczności z twojej strony! Zero! - krzyczała, a z jej oczu płynęły łzy bezsilności. Przytulił ją, jednak z jego ust nie wypłynęło choćby jedno słowo skruchy. Było mu przykro, że po raz kolejny doprowadził matkę do płaczu, ale mimo to nigdy jej nie przeprosił. Uważał, że ona wie, że jemu jest przykro, słowa są zbędne.Kiedy Trisha już uspokoiła się trochę spojrzała jeszcze raz na syna, a w jej oczach było widać kompletne rozczarowanie. To go zabolało bardziej niż cokolwiek innego. Był przyzwyczajony do tego, że matka płacze, krzyczy na niego, ale nigdy nie spojrzała na niego w taki sposób.
- Przepraszam mamo - mruknął cicho, z nadzieją, że pozbędzie się tego głupiego uczucia.
- Coś ty powiedział? - była zaskoczona. Nie pamiętała aby Zayn kiedykolwiek ją przeprosił, tym bardziej więc trudno było jej w to uwierzyć.
- Nie będę się powtarzać - burknął.Trish uśmiechnęła się do niego i delikatnie pogładziła dłonią jego policzek. Od razu przed oczami chłopaka stanęło całe jego dzieciństwo. Zawsze tak robiła, aby go pocieszyć.Odsunął się i mówiąc, że jest zmęczony poszedł do pokoju. Kiedy już zatrzasnął drzwi, wyjął telefon i zadzwoniły do Jade. Wiedział, że przyjaciółka na pewno pójdzie z nim na imprezę, zawsze z nim szła. Nieomylnie, dziewczyna powiedziała, że przyjdzie do niego za godzinę i rozłączyła się nim on zdążył odpowiedzieć. Zawsze tak robiła. Poszedł do łazienki i wziął długi, relaksujący prysznic, po czym czmychnął w kierunku szafy z ręcznikiem przewiązanym w pasie. Wertował ubrania wzrokiem zastanawiając się w co się ubrać.
- Gdzieś się wybierasz? - usłyszał głos matki, jednak chwilę potrwało, nim zareagował na pytanie.
- Tak, idę z Jade do klubu - odpowiedział ściągając z wieszaka białą koszulkę polo Lacoste - nie widziałaś moich czarnych spodni? - zapytał widząc, że Trisha nadal stoi w jego pokoju.
- Leżą na łóżku. O której zamierzasz wrócić? - wskazała palcem na leżące spodnie i kontynuowała rozpoczęty temat.
- Dzięki - odparł sięgając po spodnie - nie wiem, ale zabiorę klucz, z resztą mamy zapasowy - mówił zamykając się w łazience. Przebrał się i wychodząc z łazienki złapał grzebień i lakier do włosów i stanął przed dużym lustrem na drzwiach szafy.
- Popraw jeszcze z lewej strony - kobieta podeszła do niego i wyrywając mu grzebień poprawiła jego fryzurę - tylko nie wracaj za późno, nie pij za dużo i uważaj na siebie - mówiła obserwując wciskającego na nogi białe Nike syna.
- Tak, tak. Pa - mruknął i całując matkę w policzek wybiegł otworzyć drzwi, do których ktoś namiętnie się dobijał. Od razu domyślił się, że to Jade. Przywitała go uśmiechnięta twarz opleciona czerwonymi lokami.
- Idziemy? - zapytała poprawiając swoją czarną sukienkę.
- Tak, hej - pocałował ją w policzek i zamknął drzwi. Ruszyli w kierunku ich ulubionego klubu. Zawsze szli tam pieszo, mimo, że był to spory kawałek drogi.
- Dlaczego nie byłeś w szkole? Nawet nie wiesz, jakie katusze cierpiałam, nie mając do kogo gęby otworzyć - powiedziała z wyrzutem. Zayn spojrzał na nią unosząc jedną brew w geście niedowierzania:
- Ty nie miałaś do kogo gęby otworzyć? Ty? Mówi to panna, która ledwo znajduje dla mnie 5 minut na przerwach, bo jest oblegana przez zaślinionych facetów, którzy tylko czekają, aż ich o coś poprosi? - rzucił wytykając dziewczynie jej popularność w szkole. Ona tylko cmoknęła z dezaprobatą i spojrzała na przyjaciela mrużąc oczy:
- I mówi to koleś, który dałby wiele, by być na miejscu tamtych frajerzyn? - Zayn pokręcił głową z niedowierzania.
- Może mi jeszcze zarzucisz, że szaleję za tobą? - odparł przejeżdżając językiem po zębach.
- A czy nie to właśnie chciałeś usłyszeć? - drążyła.
- To chyba ty skarbie, bo ja nie - prychnął i już po chwili Jade uderzyła go w ramię. Zaśmiał się pod nosem, bo jak zwykle potrafił szybko przywrócić granicę w ich droczeniu się, co szczerze denerwowało czerwonowłosą. Wynikało to poniekąd z faktu, iż wtedy mogła powiedzieć, co myśli a on i tak brał to za żart, czego nie zawsze chciała. Zdenerwowana wsunęła rękę w spodnie chłopaka wiedząc, że znajdzie w nich paczkę mentolowych Malboro. Nieomylnie. Wzięła papierosa do ust i odpaliła go zaciągając się do samych płuc.
- Nie pal - wyrwał jej papierosa i zdeptał.
- Ty mnie tego nauczyłeś - wytknęła mu. Taka była prawda. To on nauczył ją do palenia i przyzwyczaił do copiątkowego wypadu na imprezę. Miewał chwile, kiedy szczerze tego żałował, bo Jade kiedyś, za nim jeszcze zaprzyjaźniła się z nim była zwykłą, nieśmiałą blondynką, która miała robić z nim projekt. Od tego czasu minęły 2 lata a oni byli nierozłączni, stworzyli swoje rytuały od których nigdy nie odbiegali.Weszli do klubu. Powietrze było przesycone zapachem tytoniu i alkoholu. Gdzie by się nie obejrzeć, wszyscy byli wstawieni, a przy tym bawili się dobrze. Usiedli przy barze i na sam początek wypili po szklance szkockiej z colą.
- To co, parkiet? - zapytała. Przytaknął i łapiąc ją za rękę ruszył w kierunku bujającego się tłumu. Przedarł się przez masę ludzi przy okazji odganiając od siebie ocierające się o wszystko, co chodzi laski, po to by przyciągnąć bliżej siebie Jade. Nigdy nie uważał, że tańczy dobrze, w przeciwieństwie do osób, które obserwowały jego zgrabne i perfekcyjne ruchy.Akurat poleciała jego ulubiona piosenka - "The Big Bang", więc czuł się jak w raju, z resztą Jade również. Przetańczyli kilka piosenek uśmiechając się co jakiś czas do siebie, jednak dziewczyna odpadła, mówiąc, że bolą ją nogi.
- Następnym razem weź wyższe szpilki do mniej będą boleć - mruknął uszczypliwie w jej kierunku, na co ona wytknęła tylko język i poszła usiąść przy barze. Ciemnowłosy postanowił jednak jeszcze chwilę potańczyć, więc zaprosił do zabawy jakąś dziewczynę z kółeczka i już po chwili tańczył z nią podobnie jak to przed chwilą robił ze swoją przyjaciółką. Blondynka była zachwycona Zayn'em, więc nie szczędziła sobie w pytaniach i komplementach, co szczerze denerwowało Malika, bo nienawidził osób, które tylko gadają i gadają. Z czystej grzeczności uśmiechał się i co jakiś czas odpowiadał, jednak z każdą chwilą miał coraz bardziej dość dziewczyny i żałował, że nie poszedł usiąść z przyjaciółką, która również nie była zadowolona faktem, iż Zayn tańczy niebezpiecznie blisko z tą dziewczyną. Patrzyła na nic zmrużonym wzrokiem nerwowo zagryzając dolną wargę.
- Coś taka spięta? Może napijesz się czegoś? Hej, kelner. Tequilę z limonką dla tej ślicznej panny - do czerwonowłosej podszedł jakiś szatyn, który najwyraźniej na siłę próbował zarwać do niej czy po prostu zagadać.
- Nie piję, dziękuje - żachnęła się krzyżując ręce na piersi. "Gorszej wymówki nie miałaś idiotko?" pomyślała, jednak jej mina pozostawała niezmienna.Oczy chłopaka rozszerzyły się do granic możliwości i stanął jak wryty patrząc na dziewczynę z niedowierzaniem:
- Żartownisia - parsknął, jednak widząc poważny wyraz twarzy Jade spoważniał.
- Także ten, no to... Cześć - odszedł speszony, na co czerwonowłosa sięgnęła od kelnera kieliszek i przechyliła go, wypijając trunek "na raz". Po chwili obok niej pojawił się Zayn.
- Zmęczyłeś się amanciku? - szturchnęła go żartobliwie, na co on uśmiechnął się do niej złośliwie i usiadł.
- Nie, po prostu wolę spędzić czas z tobą - odparł spokojnie.
- Co? Zamęczająca laska? - parsknęła śmiechem. On zawstydzony przytaknął i zamówił znów po kieliszku szkockiej dla siebie i dla przyjaciółki.
- Ty też nie narzekałaś na brak towarzystwa - mruknął popijając alkohol.
- Jeśli można to tak nazwać, to tak - rzuciła przechylając szklankę. Skwitował to śmiechem i sięgnął do kieszeni po papierosa.
- Daj mi - wyciągnęła rękę, jednak on odsunął ją i pokręcił przecząco głową.
- Ostatni - pokazał pustą paczkę i włożył papierosa do ust, jednak ledwo zdążył go odpalić, a Jade już zabrała mu go i rozkoszowała się dymem wypełniającym jej płuca.
- Na pół albo wywalamy - żachnął się Zayn, więc dziewczyna wydmuchując dym podała mu papierosa. Siedzieli i palili, a już po chwili szaleli na parkiecie. Wyszli z klubu w momencie, gdy zaczęło robić się na prawdę chamsko. Na początku Jade nalegała, żeby jeszcze zostali, jednak kiedy do Zayn'a przykleiły się dwie wymalowane lale wyciągnęła do na zewnątrz mówiąc że źle się czuje. Denerwowało ją to, że zawsze koło 2 nad ranem ludzie są tak pijani, że po prostu tracą kontrolę i klub przypomina zwykły burdel.
- Co się stało? - brunet odgarnął kosmyki włosów opadające na twarz Jade. Ta oparła się na murek, tak, że stali na wprost siebie.
- No po prostu źle się poczułam, tam jest straszna duchota - wyjaśniła i żeby uwiarygodnić swoje kłamstewko wzięła kilka głębokich wdechów.
- No tak, wiesz, to obleganie i jak się ludzie lepią - mruknął, bo dobrze wiedział, że ona kłamie. Znał powód, dlaczego dziewczyna chciała wyjść, ale nie chciał jej docinać.
- No właśnie - skrzywiła się, na co on zagryzł wargę, aby nie parsknąć śmiechem. Na jego szczęście nie zauważyła tego.
- To co, mam cię odprowadzić do domu? - zapytał. Spojrzała na niego z uśmiechem:
- Zostaniesz u mnie, prawda? - odparła.
- Chodźmy - wyciągnął rękę w jej stronę, jednak nie uszli nawet 5 metrów, a Jade zatrzymała się.
- No co jest? - zapytał.
- Nic, nic - mruknęła cicho, a on już wiedział o co chodzi. Wziął ją na ręce, na co ona szepnęła mu ciche "dziękuje" i zarzucając ręce wokół jego szyi oparła głowę o jego bark.
- Wyższe następnym razem, serio - rzucił złośliwie, jednak ona nie miała już siły, by się z nim kłócić. Była zbyt zmęczona. Weszli do jej domu i nawet nie zapalając świateł Zayn od razu skierował się z prawie śpiącą Jade do jej królestwa. Delikatnie odłożył dziewczynę na łóżko i już miał wyjść kiedy usłyszał jej szept:
- Zostań - jak poprosiła tak zrobił. Usiadł na skraju łóżka, gładząc jej włosy.
- Dlaczego się nie kładziesz? - szepnęła otwierając oczy. Uśmiechnął się do niej i poszedł zamknąć drzwi wejściowe na klucz, po czym wrócił do pokoju Jade i położył się obok niej. Ta zaraz wtuliła się w niego i w mgnieniu oka zasnęła. On również niedługo po tym odpadł w ramiona morfeusza.
Zbudził się wczesnym porankiem, kiedy spojrzał na zegarek, była 7:00. Spojrzał na śpiącą Jade i po chwili olśniło go, że jest całkowicie uwięziony, gdyż dziewczyna nadal jest w niego wtulona. Uśmiechnął się w jej stronę i leżał, czekając aż się zbudzi. Nie trwało to długo, po chwili czuł na sobie intensywne spojrzenie dziewczyny. Spojrzał na nią i uśmiechnął się, a ona odpowiedziała mu tym samym.
- Czemu już nie śpisz? - zapytała zachrypniętym głosem.
- A ty? - odrzucił piłeczkę. Ona pokręciła głową.
- Nie lubię tej sukienki - zeszła z łóżka i poszła do łazienki, a po chwili wróciła w koszulce, która z resztą należała do bruneta. Położyła się na swoje poprzednie miejsce.
- That's why - mruknęła cicho. Zaśmiał się pod nosem i ręką gładził jej czerwone włosy. Jego ciepły dotyk sprawił, że znów zasnęła, z resztą jego też zmorzył jeszcze sen. Obudziła się szybciej niż on, więc cicho wymknęła się do kuchni, by naparzyć świeżej kawy. Zapach napoju roznosił się po całym domu, toteż niedługo po tym w progu pojawił się zaspany chłopak.
- Dla ciebie - podała mu czarny kubek.
- Dziękuje - mruknął cicho pijąc aromatyczną kawę. Usiadła na blacie natarczywie wpatrując się w bruneta. Nawet nie skontaktowała, że chłopak coś do niej mówił, ocknęła się dopiero kiedy pomachał jej ręką przed oczyma.
- Co? - warknęła.
- Pytałem co się tak gapisz, ale widzę, że jeszcze nie rozbudziłaś się, bo warczysz - powiedział ze śmiechem i całując dziewczynę w policzek wyszedł i skierował się do domu.
____________________________________________
Here it come.
Pisałam go dość późną porą więc wybaczcie, jeśli jest do dupy + ma błędy, chociaż nie powiem, bo sama trochę jestem nawet z niego zadowolona, jak nigdy moja twórczość, tak ten podoba mi się nawet.
W najbliższym czasie pojawi się kolejny rozdział, jednak najpierw chciałabym trochę może rozruszać bloga, ale nie wiem.
sobota, 8 grudnia 2012
Prolog
Mknął przez oświetlone, londyńskie ulice myśląc tylko o tym, co powie rodzicom, na kolejny późny powrót do domu. Każda wymówka w tym przypadku zdawała się bezskuteczna - rodzice i tak mu nie uwierzą. Kłamał. Na każdym kroku oszukiwał ich, bo w końcu musiał. Miał to gdzieś, wszedł do domu jak zawsze trzaskając drzwiami.
- Gdzieś znów się szlajał tak długo? - już od samego wejścia przywitał go wściekły głos matki.
- Gdzieś - odpowiedział arogancko i wymijając matkę poszedł do pokoju. Nie rozumiał, a raczej nie chciał zrozumieć, dlaczego się tak o niego martwi. Już dawno powinna przestać. Do pokoju weszła siostra.
- Mógłbyś chociaż zejść na kolację? Chyba na jedzenie się nie gniewasz? - zapytała nieśmiało stojąc w progu. Spojrzał na nią obrażonym wzrokiem, ponieważ dobrze wiedziała, że nienawidził, jak wchodzi mu się do pokoju bez pukania. Z resztą to bez znaczenia, nie miał zamiaru iść tam do nich i może jeszcze się mamie tłumaczyć. Co to, to na pewno nie, niech zapomną.
- Obraziłem się na was wszystkich, wyjdź - burknął. Poczuł na sobie rozżalony wzrok siostry, ale nie dopuścił do siebie choćby najmniejszego poczucia winy, wiedział, że jeśli na to pozwoli, wtedy ulegnie i zrobi tak jak one chcą. Sięgnął po telefon i słuchawki, po czym kierując się na łóżko włączył swoją ulubioną playlistę. Lubił tak oddzielić się od rzeczywistości poprzez muzykę, szczególnie słuchając ulubionych kawałków. Nawet nie spostrzegł się, gdy wybiła północ. Rzucił telefon w kąt łóżka i sięgnął do plecaka.Nie chciało mu się odrabiać lekcji, więc napisał fałszywe usprawiedliwienie dla nauczycieli i odrzucając plecak pomiędzy szafkę nocną a łóżko wziął piżamę i ruszył do łazienki. Całym sercem liczył na to, że już nikogo nie spotka na korytarzu o tej porze, jednak szczęście znów nie było po jego stronie.
- Znów zaśpisz, co się z tobą dzieje? - zatrzymał go zatroskany głos matki. Widać, że kobieta chce mu pomóc, ale już zwyczajnie nie wie jak.
- Nic, nie zaśpię. Dobranoc - mruknął i poszedł do łazienki. Wziął długi prysznic i szybko przemknął do pokoju aby wtopić się w ciepłą kołdrę. Zasnął jak dziecko.
Oczywiście jak codziennie zaspał. Tym razem na trzy pierwsze lekcje, więc stwierdzając, że i tak już mu się nie opłaca iść do szkoły zadzwonił do swojego przyjaciela, Grega. Wiedział, że ten przyjdzie, bo zdał już maturę i zaczął wakacje wcześniej od niego. Nieomylnie. Greg pojawił się w zniewalająco szybkim tempie, szybciej niż zwykle.
- Byłeś akurat w okolicy, czy znów uciekałeś przed pościgiem? - zapytał złośliwie wpuszczając go do środka. Ten odpowiedział mu złowrogim spojrzeniem i wchodząc odparł:
- Od wczoraj jestem w Bradford, tak dla informacji. Z resztą ty to wiedziałeś - w tym momencie Zayn zmrużył oczy i próbował sobie nieudolnie przypomnieć jakąkolwiek sytuację w której Greg mówił mu, że rzeczywiście będzie w Anglii, ale bezskutecznie.
- Zamierzasz trzymać mnie tak w korytarzu czy sam mam sobie pójść na salony? - z zamyślenia wyrwał go żartobliwy ton Irlandczyka.
- Mówisz, jakbyś pierwszy raz był u mnie - odparł Mulat i nim się spostrzegł Greg siedział już na kanapie i skakał po kanałach. Wcale go to nie zdziwiło. Usiadł na narożniku i komentował dziwny wybór przyjaciela:
- Serio? Serio chcesz oglądać "Salon sukien ślubnych"? Serio? Powiedz mi, czy ja czegoś nie wiem? - spojrzał podejrzliwie.
- To na wypadek gdyby Holl nie wiedziała, czym zadowolić Nialla w tymże pięknym i mam nadzieje rychłym dniu - wytłumaczył. Zayn nie lubił, kiedy schodził temat młodszego brata Grega. Owszem, nie miał nic do niego, ale po prostu za nim nie przepadał. Uważał go za zwykłego gówniarza, chociaż był w jego wieku. Był zbyt dziecinny dla niego, wolał go unikać, ponieważ nie chciał go urazić tym, że odpowie mu chamsko czy coś. Podziwiał Grega za to, że miał cierpliwość do tego nadpobudliwego dzieciaka.
- To oni się zaręczyli? - zapytał od niechcenia chcąc podtrzymać rozmowę.
- Jeszcze nie, ale to kwestia czasu - wyjaśnił Greg śmiejąc się. Zayn podchwycił żart i również zaśmiał się.
- No chyba że Nialler wybije się z tym swoim seksownym głosikiem, wtedy Holl go rzuci, bo nie chce być dziewczyną sławnego kolesia - w powietrzu pokazał, iż cytuje.
- Ona jest jakaś dziwna - mruknął Malik, a Greg tylko przytaknął.
- Zastanawiam się czy nie iść do X-Factora - Malik momentalnie zmienił temat.
- Jeśli chcesz - Horan wzruszył ramionami. Było mu to obojętne. Wiedział, iż Zayn lubi śpiewać, ale nie chciał mu wygłaszać monologów na to, jak bardzo dobry jest jego pomysł czy też jak zły. Mulat dobrze wiedział, że zawsze ma wsparcie w Gregu i to jego zdaniem wystarczyło. W końcu, cokolwiek by nie zdecydował, zawsze mu kibicował. Przyjaźń niemalże wieczna. No właśnie. Niemalże....
_____________________________________________
Here it come. Prolog pisałam 2 dni :o tak btw. usunęłam poprzedniego bloga, chociaż sama nie wiem czemu ale don't give a fuck.
Komentujcie, obserwujcie itd bo inaczej będę noł lajfę :3
chcesz być informowany/a o rozdziałach : dopisz w komentarzu swój nick na tt .
@GANGNAM_STYLESS
- Gdzieś znów się szlajał tak długo? - już od samego wejścia przywitał go wściekły głos matki.
- Gdzieś - odpowiedział arogancko i wymijając matkę poszedł do pokoju. Nie rozumiał, a raczej nie chciał zrozumieć, dlaczego się tak o niego martwi. Już dawno powinna przestać. Do pokoju weszła siostra.
- Mógłbyś chociaż zejść na kolację? Chyba na jedzenie się nie gniewasz? - zapytała nieśmiało stojąc w progu. Spojrzał na nią obrażonym wzrokiem, ponieważ dobrze wiedziała, że nienawidził, jak wchodzi mu się do pokoju bez pukania. Z resztą to bez znaczenia, nie miał zamiaru iść tam do nich i może jeszcze się mamie tłumaczyć. Co to, to na pewno nie, niech zapomną.
- Obraziłem się na was wszystkich, wyjdź - burknął. Poczuł na sobie rozżalony wzrok siostry, ale nie dopuścił do siebie choćby najmniejszego poczucia winy, wiedział, że jeśli na to pozwoli, wtedy ulegnie i zrobi tak jak one chcą. Sięgnął po telefon i słuchawki, po czym kierując się na łóżko włączył swoją ulubioną playlistę. Lubił tak oddzielić się od rzeczywistości poprzez muzykę, szczególnie słuchając ulubionych kawałków. Nawet nie spostrzegł się, gdy wybiła północ. Rzucił telefon w kąt łóżka i sięgnął do plecaka.Nie chciało mu się odrabiać lekcji, więc napisał fałszywe usprawiedliwienie dla nauczycieli i odrzucając plecak pomiędzy szafkę nocną a łóżko wziął piżamę i ruszył do łazienki. Całym sercem liczył na to, że już nikogo nie spotka na korytarzu o tej porze, jednak szczęście znów nie było po jego stronie.
- Znów zaśpisz, co się z tobą dzieje? - zatrzymał go zatroskany głos matki. Widać, że kobieta chce mu pomóc, ale już zwyczajnie nie wie jak.
- Nic, nie zaśpię. Dobranoc - mruknął i poszedł do łazienki. Wziął długi prysznic i szybko przemknął do pokoju aby wtopić się w ciepłą kołdrę. Zasnął jak dziecko.
Oczywiście jak codziennie zaspał. Tym razem na trzy pierwsze lekcje, więc stwierdzając, że i tak już mu się nie opłaca iść do szkoły zadzwonił do swojego przyjaciela, Grega. Wiedział, że ten przyjdzie, bo zdał już maturę i zaczął wakacje wcześniej od niego. Nieomylnie. Greg pojawił się w zniewalająco szybkim tempie, szybciej niż zwykle.
- Byłeś akurat w okolicy, czy znów uciekałeś przed pościgiem? - zapytał złośliwie wpuszczając go do środka. Ten odpowiedział mu złowrogim spojrzeniem i wchodząc odparł:
- Od wczoraj jestem w Bradford, tak dla informacji. Z resztą ty to wiedziałeś - w tym momencie Zayn zmrużył oczy i próbował sobie nieudolnie przypomnieć jakąkolwiek sytuację w której Greg mówił mu, że rzeczywiście będzie w Anglii, ale bezskutecznie.
- Zamierzasz trzymać mnie tak w korytarzu czy sam mam sobie pójść na salony? - z zamyślenia wyrwał go żartobliwy ton Irlandczyka.
- Mówisz, jakbyś pierwszy raz był u mnie - odparł Mulat i nim się spostrzegł Greg siedział już na kanapie i skakał po kanałach. Wcale go to nie zdziwiło. Usiadł na narożniku i komentował dziwny wybór przyjaciela:
- Serio? Serio chcesz oglądać "Salon sukien ślubnych"? Serio? Powiedz mi, czy ja czegoś nie wiem? - spojrzał podejrzliwie.
- To na wypadek gdyby Holl nie wiedziała, czym zadowolić Nialla w tymże pięknym i mam nadzieje rychłym dniu - wytłumaczył. Zayn nie lubił, kiedy schodził temat młodszego brata Grega. Owszem, nie miał nic do niego, ale po prostu za nim nie przepadał. Uważał go za zwykłego gówniarza, chociaż był w jego wieku. Był zbyt dziecinny dla niego, wolał go unikać, ponieważ nie chciał go urazić tym, że odpowie mu chamsko czy coś. Podziwiał Grega za to, że miał cierpliwość do tego nadpobudliwego dzieciaka.
- To oni się zaręczyli? - zapytał od niechcenia chcąc podtrzymać rozmowę.
- Jeszcze nie, ale to kwestia czasu - wyjaśnił Greg śmiejąc się. Zayn podchwycił żart i również zaśmiał się.
- No chyba że Nialler wybije się z tym swoim seksownym głosikiem, wtedy Holl go rzuci, bo nie chce być dziewczyną sławnego kolesia - w powietrzu pokazał, iż cytuje.
- Ona jest jakaś dziwna - mruknął Malik, a Greg tylko przytaknął.
- Zastanawiam się czy nie iść do X-Factora - Malik momentalnie zmienił temat.
- Jeśli chcesz - Horan wzruszył ramionami. Było mu to obojętne. Wiedział, iż Zayn lubi śpiewać, ale nie chciał mu wygłaszać monologów na to, jak bardzo dobry jest jego pomysł czy też jak zły. Mulat dobrze wiedział, że zawsze ma wsparcie w Gregu i to jego zdaniem wystarczyło. W końcu, cokolwiek by nie zdecydował, zawsze mu kibicował. Przyjaźń niemalże wieczna. No właśnie. Niemalże....
_____________________________________________
Here it come. Prolog pisałam 2 dni :o tak btw. usunęłam poprzedniego bloga, chociaż sama nie wiem czemu ale don't give a fuck.
Komentujcie, obserwujcie itd bo inaczej będę noł lajfę :3
chcesz być informowany/a o rozdziałach : dopisz w komentarzu swój nick na tt .
@GANGNAM_STYLESS
Subskrybuj:
Posty (Atom)